Mark Petchey, były trener Emmy Raducanu, przedstawił kontrowersyjny plan reformy systemu rozstawiania zawodników w turniejach wielkoszlemowych. Jego zdaniem obecne zasady, obowiązujące od 2001 roku, zbyt mocno chronią najlepszych tenisistów świata.
Obecnie w turniejach tej rangi rozstawia się 32 zawodników, co sprawia, że czołówka nie może na siebie trafić przed trzecią rundą. Petchey uważa, że to rozwiązanie odbiera sportowi niezbędną dawkę emocji i proponuje powrót do przeszłości lub jeszcze bardziej radykalne kroki. Ekspert sugeruje, aby zamiast trzydziestu dwóch graczy, statusem rozstawionego cieszyło się zaledwie czterech lub szesnastu tenisistów, co całkowicie zmieniłoby układ sił w drabince.
Koniec ochrony dla najlepszych
Według Petcheya obecny system to forma protekcjonizmu, która sprawia, że początkowe fazy turniejów są przewidywalne. „Uważam, że w wielu aspektach rozstawianie polega na ochronie. Jeśli postawisz dramaturgię i sport na pierwszym miejscu, wyobraź sobie sytuację, w której zawodnik z piątego miejsca w rankingu gra z szóstym już na starcie” – przyznał Petchey w podcaście The Big T. Jego zdaniem takie rozwiązanie pozwoliłoby na dynamiczną sprzedaż biletów i ogromne zainteresowanie kibiców od pierwszego dnia zmagań.
Gdyby te zmiany weszły w życie przed nadchodzącym US Open, przy obecnym rankingu, w którym dominują Jannik Sinner, Carlos Alcaraz, Alexander Zverev i Felix Auger-Aliassime, tacy gracze jak Novak Djoković, Ben Shelton czy Taylor Fritz mogliby wpaść na siebie już w pierwszej rundzie. Petchey podkreśla, że choć fani chcą oglądać największe gwiazdy w finałach, tenis potrzebuje lepszego produktu. „Każdy pracujący w tenisie, kto twierdzi, że to najlepszy możliwy produkt i nie może być lepszy, oszukuje samego siebie” – podsumował szkoleniowiec.
