Atmosfera w hiszpańskim futbolu osiągnęła punkt wrzenia. Wiceprezydent Barcelony, Rafa Yuste, zdecydował się na stanowczą ripostę wobec władz Atlético Madryt, co jest bezpośrednią reakcją na oskarżenia o stosowanie nieczystych zagrywek przy próbie pozyskania argentyńskiego napastnika.
Całe zamieszanie zaczęło się od bezlitosnego przyjęcia, jakie zgotowali Juliánowi Álvarezowi kibice Atlético podczas jego pierwszego występu w nowym sezonie. Barcelona błyskawicznie wykorzystała ten moment, by publicznie potwierdzić chęć sprowadzenia piłkarza do stolicy Katalonii jeszcze przed zamknięciem letniego okna transferowego. Takie działanie rozwścieczyło dyrektora generalnego madrytczyków, Gila Marina, który otwarcie mówił o „obrzydzeniu kłamstwami oraz brakiem przejrzystości i profesjonalizmu Barçy”. Odpowiedź z Camp Nou była równie ostra.
Rafa Yuste podczas piątkowego spotkania z mediami nie gryzł się w język, broniąc wizerunku swojego klubu. „Barcelona od wielu lat jest wzorem profesjonalizmu w świecie futbolu. Oświadczenia dyrektora generalnego Atletico, Gila Marína, na nasz temat oraz w sprawie Juliána przekroczyły czerwoną linię i sprawiły, że poczułem złość” — przyznał wiceprezydent Dumy Katalonii. Te słowa jasno pokazują, że relacje między oboma klubami są obecnie najgorsze od lat, a walka o podpis Argentyńczyka przestała być jedynie kwestią sportową, stając się otwartym konfliktem dyplomatycznym.
Spór o przyszłość napastnika nabiera tempa w cieniu oficjalnych komunikatów publikowanych w mediach społecznościowych. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że w grze o Juliána Álvareza wciąż ma pozostawać Arsenal, co dodatkowo wywiera presję na działaczach z Barcelony. Obecnie saga transferowa z udziałem Argentyńczyka dominuje w hiszpańskich nagłówkach, a każda kolejna wypowiedź przedstawicieli obu klubów tylko dolewa oliwy do ognia.
