Trener Mariusz Jop na pomeczowej konferencji nie gryzł się w język, otwarcie krytykując zachowanie Wiktora Biedrzyckiego i wskazując na przyczyny niemocy w ofensywie, które sprawiły, że Wisła Kraków jedynie zremisowała z Pogonią Siedlce.
Mariusz Jop krytykuje piłkarza i zapowiada konsekwencje
Mecz w mroźnych Siedlcach zakończył się bez bramek, ale emocje w obozie krakowian wcale nie opadły po ostatnim gwizdku. Cieniem na występie Wisły położyła się sytuacja kartkowa Wiktora Biedrzyckiego. Obrońca otrzymał żółty kartonik za niepotrzebne dyskusje z arbitrem, co eliminuje go z gry w kolejnym spotkaniu. Szkoleniowiec Wisły zapowiedział, że to zachowanie nie pozostanie bez echa.
„Nie ukrywajmy, ta dyskusja nie była potrzebna. Będą konsekwencje, tak jak zawsze w takiej sytuacji. Na pewno chcemy unikać takich momentów, bo równie dobrze za kilka minut ten sam zawodnik musiałby ratować sytuację faulem i mógłby dostać drugą żółtą kartkę. Kontrola emocji jest kluczowa. Czasami piłkarze też są ludźmi i nerwy im puszczą, ale zgadzam się – to zupełnie niepotrzebna sytuacja i głupia żółta kartka” – stwierdził stanowczo Mariusz Jop.
Wisła miała problem z... „autobusem” Pogoni
Wisła Kraków, mimo ambicji zgarnięcia pełnej puli, miała ogromne problemy z kreowaniem sytuacji podbramkowych. Trener Jop nie szukał tanich wymówek, ale precyzyjnie wskazał, dlaczego atak pozycyjny jego drużyny nie funkcjonował tak, jak powinien. Wskazał na dwa elementy: specyficzne warunki oraz styl gry Pogoni.
„Zadecydowały oba te elementy. Na pewno gra defensywna Pogoni jest na dobrym poziomie. Są ustawieni nisko, płasko, mają dobre warunki fizyczne do walki w powietrzu. To zespół, który nieprzypadkowo stracił tylko 17 bramek. Natomiast w tych warunkach pogodowych było na pewno trudniej operować piłką. Czasami piłkarze potrzebowali dwóch kontaktów więcej, a to dawało czas rywalom na zablokowanie strzału czy przesunięcie się. To miało realny wpływ na to, że tych sytuacji nie było bardzo dużo” – analizował przyczyny ofensywnego zastoju opiekun Wisły.
Światełkiem w tunelu okazała się zmiana Marko Bozicia. Rezerwowy dał impuls, którego brakowało wyjściowej jedenastce, co nie umknęło uwadze sztabu.
„Dobrze zaaklimatyzował się w grupie, czuje się pełnoprawnym członkiem zespołu. Czas działa na jego korzyść, pokazuje jakość. Oddał bardzo groźny strzał po wejściu na boisko i bramkarz miał spore problemy z obroną tego uderzenia. Liczymy na Marko, a on udowadnia, że jest piłkarzem dającym nam warianty w ofensywie” – ocenił krótko trener.
Roszady kadrowe i walka do końca roku
Zaskoczeniem dla wielu mogła być obecność w pierwszym składzie Frederico Duarte kosztem wracającego z kadry Kacpra Dudy. Decyzja ta miała jednak podłoże fizyczne i treningowe.
„Braliśmy pod uwagę jedno i drugie. Duarte bardzo dobrze pracował, w sparingu z Odrą zdobył bramkę i widać było, że jego forma idzie w górę. Duda, podobnie jak reszta kadrowiczów, nie miał takiej przerwy regeneracyjnej, która jest zazwyczaj w tym okienku na mecze reprezentacji” – wyjaśnił swoje decyzje personalne szkoleniowiec.
Mimo gorzkich słów o dyscyplinie, Mariusz Jop stara się patrzeć na sytuację w tabeli realistycznie. Remis pozwala cały czas kontrolować sytuację w tabeli, choć w szeregach klubu z Krakowa nie ukrywają, że apetyty były większe.
„Zdobyliśmy punkt, który w tych trudnych warunkach i z tak defensywnym rywalem należy cenić. Skończyliśmy rundę jesienną, a sytuacja w tabeli jest dla nas korzystna. Zyskaliśmy jeden punkt do trzeciego miejsca i utrzymaliśmy status quo do drugiego. Wykonaliśmy dobrą pracę, ale wiemy, że to nie koniec. Zostały nam trzy spotkania w tym roku i zrobimy wszystko, żeby zdobyć w nich maksymalną liczbę punktów” – podsumował Mariusz Jop.
