Red Bull po raz kolejny pokazuje, że nie ma granic dla swoich sportowych ambicji. Austriacki gigant energetyczny właśnie przejął Newcastle Falcons, jeden z tradycyjnych klubów rugby w Anglii, natychmiast zmieniając jego nazwę na Newcastle Red Bulls. To kolejny krok w budowaniu imperium sportowego, które już teraz obejmuje zespoły od Formuły 1 po piłkę nożną na całym świecie.
Od sokołów do byków - kolejna metamorfoza Red Bulla
Newcastle Falcons znajdowali się w dramatycznej sytuacji finansowej. Klub z Kingston Park był praktycznie na skraju bankructwa, a dotychczasowy właściciel Semore Kurdi desperacko szukał kupca, oferując zespół za symboliczną kwotę jednego funta. W takiej sytuacji pojawienie się Red Bulla było jak ratunek z nieba - albo piekła, w zależności od tego, jak patrzymy na korporacyjne przejęcia w sporcie.
Oliver Mintzlaff, dyrektor sportowy Red Bulla, nie ukrywa ambicji: "Chcemy podnieść rugby na nowy poziom." To znajome słowa dla wszystkich, którzy śledzą ekspansję austriackiego koncernu. Podobne obietnice słyszeliśmy przy przejęciach RB Salzburg czy RB Leipzig, a efekty są różne - od spektakularnych sukcesów po kontrowersje związane z utratą tradycji.
Steve Diamond pozostaje dyrektorem rugby, co może być dobrą wiadomością dla fanów szukających ciągłości. Jednak zmiana nazwy z Falcons na Red Bulls to jasny sygnał - era "sokolów" dobiegła końca, rozpoczyna się era "byków".
Imperium bez granic - gdzie Red Bull jeszcze nie dotarł?
Lista sportowych inwestycji Red Bulla robi wrażenie i czasem trudno nadążyć za wszystkimi przejęciami:
Piłka nożna:
- RB Salzburg (Austria)
- RB Leipzig (Niemcy)
- New York Red Bulls (USA)
- Red Bull Bragantino (Brazylia)
Sporty motorowe:
- Red Bull Racing (Formuła 1)
- Scuderia AlphaTauri/RB (Formuła 1)
Inne sporty:
- EHC Red Bull München (hokej na lodzie)
- Red Bull KTM Factory Racing (MotoGP)
- Newcastle Red Bulls (rugby) - najnowszy nabytek
Na Wyspach Brytyjskich Red Bull ma już swoje pazury w Leeds United jako współwłaściciel i sponsoruje Aston Villa. Teraz dochodzi rugby, co pokazuje, że koncern nie ogranicza się tylko do najpopularniejszych dyscyplin.
Simon Massie-Taylor, szef Premiership, jest zachwycony: "Red Bull wnosi ekspertyzę, siłę marketingową i wolę rozwoju młodych talentów na północnym wschodzie." Brzmi świetnie na papierze, ale kibice często mają mieszane uczucia wobec takich korporacyjnych przejęć.
Pytanie brzmi: czy Red Bull rzeczywiście podniesie poziom rugby, czy po prostu doda kolejną pozycję do swojego sportowego portfolio? Czas pokaże, czy Newcastle Red Bulls będą kolejnym sukcesem w stylu RB Salzburg, czy raczej kontrowersyjnym eksperymentem, który rozgniewa tradycyjnych fanów rugby.
Jedno jest pewne - w świecie sportu coraz trudniej znaleźć miejsce, gdzie charakterystyczne logo z czerwonymi bykami jeszcze się nie pojawiło.
