Alex Eala wyrasta na jedną z najbardziej atrakcyjnych opcji dla sponsorów w świecie tenisa, mimo że 20-latka nie zdobyła jeszcze tytułu WTA ani nie przebiła się do czołowej dwudziestki rankingu. Filipinka stała się globalną influencerką, która przyciąga tłumy fanów na każdy trening i mecz. Jak donoszą media, największe światowe marki ustawiają się w kolejce, widząc w niej nową ikonę dyscypliny.
Przełom w karierze Eali nastąpił niemal rok temu podczas turnieju WTA 1000 w Miami, gdzie sensacyjnie pokonała Igę Świątek w drodze do półfinału. To zwycięstwo katapultowało ją do statusu supergwiazdy, a jej popularność w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy tylko rosła. Obecnie zawodniczka współpracuje już z takimi gigantami jak Nike czy Babolat, ale na horyzoncie pojawiają się kolejne, wielomilionowe kontrakty z firmami z listy A, które dostrzegają w niej potencjał marketingowy na miarę Emmy Raducanu.
Fenomen na miarę Taylor Swift
Gigi Salmon ze Sky Sports porównuje atmosferę wokół meczów Eali do koncertów Taylor Swift, podkreślając, że w Dubaju kibice reagowali na jej obecność wrzaskiem godnym gwiazdy popu. Nawet Coco Gauff przyznała, że fani przychodzą na trybuny głównie dla Filipinki. Zawodniczka trenująca w akademii Rafaela Nadala buduje swoją markę nie tylko wynikami, ale przede wszystkim ogromnym zasięgiem w lukratywnych rynkach Japonii, Chin oraz rodzimych Filipin, gdzie traktowana jest jak Michael Jordan.
Sama tenisistka podkreśla, że na obecny sukces pracowała od piątego roku życia, trenując w Manili pod okiem dziadka. Poświęcenie i tysiące godzin spędzonych na korcie owocują teraz ogromnym wsparciem społeczności, która towarzyszy jej nawet podczas nocnych meczów w trudnych warunkach pogodowych. Choć ostatnio w Dubaju musiała uznać wyższość Coco Gauff, eksperci są przekonani, że 20-latka ma przed sobą świetlaną przyszłość i dysponuje siłą uderzenia pozwalającą rzucić wyzwanie najlepszym.
