Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Jannik Sinner oraz Carlos Alcaraz przewodzą grupie czołowych tenisistów, którzy otwarcie sprzeciwili się polityce finansowej French Open. Zawodnicy twierdzą, że Francuska Federacja Tenisowa nie wypłaca im należnych pieniędzy za udział w drugim turnieju wielkoszlemowym w roku. Mimo ogłoszenia wzrostu puli nagród o 9,5 procent, najlepsi gracze świata pozostają nieugięci w swoich żądaniach.
Organizatorzy Roland Garros ogłosili, że zwycięzcy turniejów singlowych w 2026 roku otrzymają po 2,8 mln euro. Kwota ta wypada jednak blado przy 5 mln dolarów, jakie triumfatorzy zgarnęli podczas ostatniego US Open. Gwiazdy tenisa podkreślają w oficjalnym oświadczeniu, że ich udział w całkowitych przychodach generowanych przez turniej spadł z 15,5 procent w 2024 roku do prognozowanych 14,9 procent. Ich celem jest uzyskanie poziomu 22 procent zysków.
Bunt przeciwko systemowi i brak dialogu
Tenisiści zarzucają władzom turnieju ignorowanie kwestii ich dobrostanu oraz brak formalnych mechanizmów konsultacji przy podejmowaniu kluczowych decyzji. W oświadczeniu czytamy, że podczas gdy inne dyscypliny modernizują zarządzanie, Wielkie Szlemy pozostają odporne na zmiany. Pod dokumentem podpisały się także Coco Gauff, Jessica Pegula i Jasmine Paolini, a wśród mężczyzn m.in. Alexander Zverev, Daniil Medvedev oraz Casper Ruud. Zawodnicy zapowiadają dalszą walkę o sprawiedliwą dystrybucję środków.
Władze French Open odpierają zarzuty, wskazując na rekordową pulę nagród wynoszącą 61,723 mln euro. Organizatorzy podkreślają, że skupili się na wsparciu graczy potrzebujących największych nakładów na finansowanie sezonu. Nagrody w kwalifikacjach wzrosły o 12,9 procent, a w pierwszych trzech rundach turnieju głównego o ponad 11 procent. Turniej zaznacza, że podwyżki objęły wszystkie etapy rywalizacji, co ma świadczyć o uczciwym podejściu do wszystkich uczestników.
