Rayo Vallecano wywalczyło swój pierwszy w historii awans do półfinału europejskich pucharów. Hiszpański zespół przetrwał niezwykle trudny wieczór w Atenach, gdzie mimo ogromnej przewagi z pierwszego meczu, otarł się o bolesną eliminację. Drużyna prowadzona przez Inigo Pereza pokazała jednak charakter w kluczowym momencie spotkania.
Początek meczu w Grecji przypominał koszmar. Choć Rayo miało trzy bramki zaliczki, gospodarze zdołali odrobić straty już w 51. minucie. Angolski napastnik Zine dwukrotnie pokonał bramkarza gości, a trzeci gol padł po rzucie wolnym tuż po przerwie. Sytuację Hiszpanów komplikowała dodatkowo kontuzja Alvaro Garcii, który musiał opuścić boisko jeszcze w pierwszej połowie. AEK dominował fizycznie, wygrywając większość pojedynków i spychając gości do głębokiej defensywy.
Decydujący cios rezerwowych
Inigo Perez zareagował na kryzys wprowadzając na boisko Alemao oraz Pedro Diaza. To właśnie ta dwójka odmieniła losy rywalizacji. W 56. minucie Diaz, który przebywał na murawie zaledwie chwilę, przeprowadził akcję prawą stroną i dograł do Isi Palazona. Gwiazdor Rayo nie zmarnował szansy i zdobył bramkę, która przywróciła Hiszpanom prowadzenie w dwumeczu. Mimo naporu AEK w końcówce, wynik nie uległ już zmianie, co wywołało euforię wśród 1500 kibiców z Madrytu.
Sukces w Europie miesza się jednak z niepokojem o ligowy byt. Rayo ma tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową w LaLiga. Trener Perez przyznał nawet, że oddałby awans w zamian za gwarancję utrzymania. Teraz jego zespół czeka dwumecz ze Strasbourgiem, którego stawką jest finał Ligi Konferencji. Piłkarze muszą łączyć walkę o historyczne trofeum z trudną sytuacją w tabeli krajowych rozgrywek.
