Niedziela na mundialu stała pod znakiem totalnej dominacji faworytów i niewiarygodnego występu bramkarza, który zatrzymał całą reprezentację Ekwadoru. Holandia rozbiła Szwecję 5:1, a Japonia odprawiła Tunezję z kwitkiem, wygrywając aż 4:0.
Największą sensacją dnia był jednak bezbramkowy remis Ekwadoru z debiutującym Curacao. Bohaterem spotkania został Eloy Room, który zanotował aż 15 skutecznych interwencji, wyrównując historyczny rekord Tima Howarda z 2014 roku. Ekwadorczycy oddali 26 strzałów, z czego 15 leciało w światło bramki, ale Room był tego dnia nie do pokonania. Dzięki jego postawie Curacao zdobyło swój pierwszy, historyczny punkt na mistrzostwach świata, stawiając rywali pod ścianą przed ostatnią kolejką fazy grupowej.
Niemcy drżeli o wynik do ostatniej sekundy
Reprezentacja Niemiec zapewniła sobie awans do 1/16 finału, ale styl zwycięstwa nad Wybrzeżem Kości Słoniowej pozostawia wiele do życzenia. Drużyna Juliana Nagelsmanna przegrywała po trafieniu Francka Kessiego i długo nie potrafiła znaleźć recepty na dobrze dysponowanych rywali. Dopiero wejście rezerwowych odmieniło losy meczu. Deniz Undav wyrównał w 68. minucie, a w czwartej minucie doliczonego czasu gry strzelił gola na wagę trzech punktów, stając się pierwszym Niemcem od czasów Miroslava Klose, który trafił do siatki w dwóch swoich pierwszych występach na mundialu.
W grupie F trwa korespondencyjny pojedynek o pierwsze miejsce. Holandia, prowadzona przez duet Brian Brobbey i Cody Gakpo, nie dała szans Szwecji Grahama Pottera. Obaj napastnicy zdobyli po dwie bramki, potwierdzając medalowe aspiracje Oranje. Równie imponująco zaprezentowała się Japonia. Wygrana 4:0 nad Tunezją to najwyższe zwycięstwo azjatyckiego zespołu w historii mistrzostw świata. Gole strzelali Daichi Kamada, Junya Ito oraz dwukrotnie Ayase Ueda, co definitywnie wyeliminowało Tunezyjczyków z turnieju.
