Sezon 2025 w wykonaniu zespołu Scuderia Ferrari daleki jest od oczekiwań. Mimo wysokich ambicji, włoska ekipa boryka się z problemami z niestabilnością bolidu SF-25, a zatrudnienie Lewisa Hamiltona, które miało być medialnym i sportowym przełomem, jak dotąd nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Właśnie dlatego nadchodzący Grand Prix Austrii ma kluczowe znaczenie – Ferrari wprowadza bowiem pierwszą część pakietu poprawek, który ma odmienić układ sił.
Nowa podłoga, nowe nadzieje
Podczas weekendu na Red Bull Ringu Ferrari zaprezentuje nową specyfikację podłogi, która – według inżynierów – powinna poprawić osiągi bolidu w zakrętach oraz ograniczyć wahania formy. To pierwsza faza większego pakietu zmian, który zostanie domknięty przy okazji Grand Prix Wielkiej Brytanii. Tam z kolei zespół skupi się na tylnej osi zawieszenia, która od początku sezonu sprawia wiele problemów — zwłaszcza Hamiltonowi.
Siedmiokrotny mistrz świata nie ukrywa, że nowe elementy to krok we właściwym kierunku, ale jednocześnie wyraził wątpliwości co do tego, jak szybko będzie w stanie wykorzystać ich potencjał.
— To nie są dane, do jakich jestem przyzwyczajony. Auto nie przekazuje mi standardowych informacji — przyznał Brytyjczyk w rozmowie z dziennikarzami.
Leclerc na czele zespołu
Wewnętrzna rywalizacja w Ferrari na razie toczy się zdecydowanie pod dyktando Charlesa Leclerca. Monakijczyk zajmuje piąte miejsce w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 104 punktów. Dla porównania, Hamilton ma ich na koncie 79 i jak dotąd nie stanął na podium, w przeciwieństwie do Leclerca, który już trzykrotnie meldował się w czołowej trójce.
Ferrari liczy, że aktualizacje dadzą impuls zwłaszcza Hamiltonowi, który wciąż szuka pełnego porozumienia z nowym samochodem i zespołem. Jeśli jednak poprawki nie zadziałają tak, jak zakładano, presja na Włochach — i samym Hamiltonie — może tylko rosnąć.
