Świat tenisa huczy od spekulacji na temat nadużywania systemu dzikich kart przez największe nazwiska. Jack Draper stał się twarzą kryzysu po tym, jak zrezygnował z gry w Waszyngtonie tuż przed meczem.
Sytuacja Brytyjczyka wywołała falę krytyki, ponieważ zawodnik jeszcze dzień wcześniej zapewniał o swojej pełnej sprawności podczas obowiązków medialnych. Podobny scenariusz miał miejsce w przypadku Emmy Raducanu w Rzymie, która wycofała się zaledwie pół godziny po konferencji prasowej. Eksperci wskazują, że gracze mogą brać udział w spotkaniach z mediami wyłącznie po to, by uniknąć kar finansowych, mimo że wiedzą o swojej niezdolności do gry. Takie zachowanie stawia w trudnej sytuacji dyrektorów turniejów, którzy muszą decydować o przyznawaniu cennych przepustek.
Legenda tenisa grzmi po decyzji Drapera
Głos w sprawie zabrał Boris Becker, który nie krył zdziwienia postawą młodego zawodnika. Były mistrz wielkoszlemowy publicznie zakwestionował motywy stojące za tak późną rezygnacją, szczególnie że Draper był widziany na korcie treningowym. „Dlaczego on często wycofuje się dzień przed turniejem? Przecież jeszcze wczoraj wydawał się mieć dobrą sesję treningową z Sheltonem!?” – pytał retorycznie Becker, komentując kolejne problemy zdrowotne Brytyjczyka, które ciągną się za nim od ponad roku.
Obecnie ważą się losy występu Drapera w US Open. Choć w marcu 2025 roku triumfował w Indian Wells, liczne kontuzje zepchnęły go poza pierwszą 150-tkę rankingu. Nowy szef USTA, Craig Tiley, stoi przed trudnym dylematem, czy zaufać zawodnikowi, którego kariera wisi na włosku. Draper planuje wystąpić w mikście z Jessicą Pegulą, jednak to decyzja o dzikiej karcie do turnieju singlowego będzie kluczowa dla jego dalszych losów w Nowym Jorku.
