Athletic Club wyrasta na jednego z głównych faworytów w wyścigu o europejskie puchary po pokonaniu Alaves 4:2. Ernesto Valverde mógł w końcu odetchnąć z ulgą. Trener z uśmiechem obserwował, jak jego największe gwiazdy odzyskują dawny blask w kluczowym momencie sezonu.
Nico Williams skradł show, strzelając dwa gole i prezentując niespotykaną swobodę w grze. 23-latek przy drugiej bramce potrzebował zaledwie kilku kontaktów z piłką, by ośmieszyć defensywę rywali. Bramkarz Antonio Sivera nie zdążył nawet zareagować na tempo akcji reprezentanta Hiszpanii. Równie dobrze spisał się Oihan Sancet, który po serii słabszych występów w końcu przypomniał o swoim potencjale, pieczętując zwycięstwo efektownym trafieniem po serii zwodów. Zespół z Bilbao traci już tylko dwa punkty do Getafe i trzy do Celty Vigo.
Dramat w Gironie i magiczne zagranie w Vigo
Zupełnie inne nastroje panują w Gironie. Michel Sanchez jest blisko objęcia posady w Ajaksie, ale zostawia swój obecny klub w fatalnej sytuacji. Po porażce 0:1 z Mallorcą drużyna ma tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. Brak kontuzjowanego Vladyslava Vanata, który zdobył 10 bramek, jest aż nadto widoczny. Młody Claudio Echeverri nie potrafi udźwignąć ciężaru odpowiedzialności w ataku, a terminarz nie wybacza. Przed Gironą starcia z Atletico Madryt i Realem Sociedad, co stawia ich w niezwykle trudnym położeniu.
Tymczasem w Vigo kibice przecierali oczy ze zdumienia. Williot Swedberg popisał się asystą, którą trener Claudio Giraldez nazwał dziełem sztuki. Szwed w meczu z Elche obsłużył Borję Iglesiasa genialnym podaniem piętą, kompletnie zaskakując obrońców. Celta wygrała 3:1, a Swedberg, który wcześniej uchodził za gracza zagubionego, wyrasta na postać centralną projektu w Galicji. Jego opanowanie i wizja gry sprawiły, że koledzy z drużyny podczas celebracji łapali się za głowy, nie wierząc w to, co właśnie zobaczyli.
