Jude Bellingham wyrasta na postać tragiczną obecnego sezonu w barwach Realu Madryt. Angielski pomocnik przyznał wprost, że czuje się ofiarą własnej wszechstronności, co negatywnie wpływa na jego regularność. Brak stałej pozycji na boisku pod wodzą Xabiego Alonso i Alvaro Arbeloi sprawił, że gwiazdor Królewskich nie potrafi odnaleźć dawnej formy.
Sytuacja w szatni jest napięta, bo Real Madryt traci do Barcelony aż dziewięć punktów w LaLiga. Bellingham nie ukrywa, że walka o mistrzostwo Hiszpanii niemal wymknęła się z rąk przez zbyt dużą liczbę punktów zgubionych na własnym stadionie. Piłkarz podkreśla, że każda kolejna porażka w Lidze Mistrzów jest traktowana jak katastrofa, a nadchodzące starcie z Bayernem Monachium ma rangę finału.
Problemy taktyczne i oskarżenia o nocne życie
Bellingham musiał zmierzyć się z falą krytyki dotyczącą jego życia prywatnego i rzekomych wizyt w madryckich klubach. Zawodnik stanowczo zaprzeczył plotkom o nadużywaniu alkoholu, nazywając swoje ostatnie celebracje żartem wymierzonym w hejterów. Anglik zaznacza, że jego spadek formy strzeleckiej wynika z głębszego ustawienia na boisku, gdzie musi poświęcać się dla balansu drużyny i łatania dziur w środku pola.
Kolejnym wyzwaniem dla sztabu szkoleniowego jest współpraca Kyliana Mbappe i Viniciusa Juniora. Bellingham zauważa, że zespół zbyt często tłoczy się w lewej strefie boiska, co zaburza płynność gry. Real Madryt przystępuje do rewanżu z Bayernem Monachium po porażce 1:2 w pierwszym meczu, a Bellingham ma pojawić się w wyjściowym składzie dopiero po raz drugi od początku lutego.
