John Arne Riise wyrasta na jednego z najsurowszych recenzentów obecnej sytuacji w AS Monaco. Były as Liverpoolu i reprezentacji Norwegii w rozmowie z Get French Football News nie gryzie się w język, oceniając klub, który ukształtował go jako piłkarza i człowieka. Jak donoszą media, legendarny obrońca widzi w zespole z Księstwa niepokojące zjawiska.
Norweg śledzi wyniki swojej byłej drużyny i nie ukrywa rozczarowania brakiem powtarzalności. Riise zauważa, że zespół przechodzi przez okresy dobrej gry, po których nagle następuje seria porażek i spadek formy. Jego zdaniem w klubie dochodzi do zbyt wielu zmian kadrowych oraz trenerskich, a sytuacja za kulisami jest niestabilna. Emerytowany piłkarz marzy o powrocie do Monako, by zobaczyć nowe centrum treningowe La Turbie i odwiedzić stadion, na którym debiutował jako siedemnastolatek.
Szkoła życia u boku mistrzów świata
Wspomnienia Riisego z 1998 roku malują obraz drużyny naszpikowanej gigantami futbolu. Norweg trafił do szatni, w której rządzili świeżo upieczeni mistrzowie świata: Fabien Barthez, David Trezeguet oraz Thierry Henry. To właśnie od nich uczył się profesjonalizmu i codziennego życia sportowca. Kluczową postacią był dla niego Costinha, jedyny zawodnik mówiący wówczas po angielsku, który codziennie zabierał młodego Norwega na treningi i pomagał mu zaaklimatyzować się w nowym kraju.
Pod względem czystego talentu i umiejętności indywidualnych, tamto AS Monaco jest dla Riisego jedną z najlepszych ekip, w jakich kiedykolwiek grał. Skład z Ludovikiem Giuly, Marcelo Gallardo, Marco Simone czy Willym Sagnolem zdominował ligę, zapewniając sobie tytuł na kilka kolejek przed końcem sezonu. Choć Jean Tigana sprowadził go do klubu, to Claude Puel wywarł na nim największe wrażenie, biegając razem z zawodnikami podczas sesji treningowych i wykazując się ogromną agresją w motywowaniu zespołu.
