Michał Żewłakow, dyrektor sportowy Legii Warszawa, w rozmowie z Ekstraklasa TV bronił postawy kibiców stołecznego klubu — mimo że wcześniej głośne nagrania z groźbami pod adresem piłkarzy obiegły cały kraj.
Żewłakow nie krył zaskoczenia samym faktem, że zachowanie kibiców stało się tematem ogólnopolskiej dyskusji. W jego ocenie Legia może być z postaw trybun wręcz... zadowolona.
„W tym sezonie kibice w stosunku do drużyny zachowują się, nie chce powiedzieć wzorowo, ale tutaj nie ma żadnych zastrzeżeń" — stwierdził dyrektor sportowy warszawskiego klubu.
Żewłakow przyznał wprawdzie, że zdarzają się momenty wyrażania niezadowolenia przez fanów, lecz natychmiast je zbagatelizował, osadzając w szerszym kontekście ligowym.
„W takim klubie, przy takich wynikach, ja mam wrażenie, że w każdym dużym klubie przy takich wynikach to by było minimum tego, co by piłkarze usłyszeli" — ocenił.
Tło dla tych słów stanowią wydarzenia z wcześniejszej części sezonu. Po remisie 2:2 z Arką Gdynia — meczu, w którym Legia traciła punkty uwikłana w walkę o utrzymanie — pod sektorem gości doszło do burzliwych scen. Piłkarze podeszli pod trybunę, a część fanów skierowała wobec nich wyzwiska i bezpośrednie groźby. „A jak spadniemy, to wszystkich was zajeb…" — brzmiały słowa rzucone z trybun. Nagrania błyskawicznie trafiły do sieci.
Publicyści nie pozostawili na tym obrazku suchej nitki, nazywając zachowanie kibiców „skandalicznym" i określając je mianem patologii w polskiej piłce. Wskazywano też, że tego rodzaju „rozliczanie" piłkarzy częściej ich żenuje, niż motywuje. Na tym tle opinia Żewłakowa — który twierdzi, że do postawy kibiców Legii w tym sezonie nie ma zastrzeżeń —może brzmieć co najmniej zaskakująco.
