Coco Gauff wyrasta na jedną z najbardziej pechowych zawodniczek ostatnich miesięcy w cyklu WTA. Amerykanka przegrała finał Italian Open z Eliną Switoliną, co oznacza jej drugą z rzędu porażkę w decydującym meczu turnieju tej rangi. Jak donoszą media z Rzymu, tenisistka tuż po odebraniu trofeum za drugie miejsce zdecydowała się na publiczne przeprosiny skierowane do swojego sztabu szkoleniowego.
Finałowe starcie w stolicy Włoch było prawdziwym dreszczowcem, który trwał trzy sety. Gauff przegrała pierwszą partię 4:6, ale zdołała wrócić do gry w drugim secie, wygrywając go po tie-breaku. W decydującej odsłonie Ukrainka okazała się jednak bezlitosna, zwyciężając 6:2. Dla Amerykanki to bolesny cios, ponieważ jej seria bez wygranego turnieju trwa już od października 2025 roku, kiedy triumfowała w Wuhan. Wcześniej w tym sezonie musiała uznać wyższość Aryny Sabalenki w finale Miami Open.
Szczere wyznanie na korcie w Rzymie
Podczas ceremonii dekoracji Gauff nie ukrywała emocji. Podziękowała Bogu za spokój, a następnie zwróciła się do trenerów, przepraszając, że nie zagrała lepiej w kluczowych momentach finału. Podkreśliła jednak, że ostatnie dwa tygodnie były dla niej owocne i czuje pozytywną energię przed nadchodzącym Roland Garros. Amerykanka wyciągnęła wnioski z porażki ze Switoliną i wierzy, że zebrane doświadczenie zaprocentuje podczas obrony tytułu wielkoszlemowego w Paryżu, gdzie czuje się najlepiej.
Statystyki przemawiają za Gauff przed startem we Francji. Tenisistka legitymuje się tam imponującym wskaźnikiem 84 procent zwycięstw, co jest jej najlepszym wynikiem w turniejach Wielkiego Szlema. W ostatnich pięciu startach w Paryżu za każdym razem docierała przynajmniej do ćwierćfinału. Mimo trudnej drogi w Rzymie, gdzie broniła piłek meczowych w starciu z Ivą Jovic, Amerykanka udowodniła swoją niesamowitą odporność psychiczną, która ma być jej głównym atutem na kortach ziemnych w stolicy Francji.
