Bez Rafała Janickiego zagra Górnik Zabrze w poniedziałkowym meczu z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza! To pokłosie żółtej kartki, jaką obejrzał lider defensywy "Trójkolorowych" w przegranym 0:1 spotkaniu z Lechem Poznań. To czwarte napomnienie 33-letniego zawodnika, co jest równoznaczne z jednym meczem zawieszenia. To niejedyny problem trenera Michala Gasparika przed konfrontacją ze "Słoniami" z Małopolski. [Artykuł aktualizowany]
Rafał Janicki nie zagra z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza
33-letni Rafał Janicki nie będzie dobrze wspominał sobotniego meczu z Lechem Poznań. Nie dość, że Górnik Zabrze przegrał to spotkanie i spadł na trzecie miejsce w tabeli, to na dodatek doświadczony defensor obejrzał czwartą w sezonie 2025/2026 PKO BP Ekstraklasy żółtą kartę i nie będzie mógł zagrać w poniedziałek 16 lutego w Niecieczy z miejscową Bruk-Bet Termalicą. Na domiar złego, w samej końcówce spotkania doświadczony obrońca podczas ofiarnej interwencji nadział się na słupek i do końca spotkania miał problemy z poruszaniem się. Jak groźny to uraz?
"Troszkę ze słupkiem się zderzyłem, ale... niestety będę mógł odpocząć w Niecieczy, bo mam cztery żółte kartki, więc myślę, że dojdę do siebie" - wyjaśnił Rafał Janicki w odpowiedzi na pytanie redaktora Krzysztofa Śledzińskiego z "Czwarta Trybuna Podcast".
Kto może zastąpić Rafała Janickiego w wyjściowej jedenastce Górnika Zabrze na mecz w Niecieczy? Trener Michal Gasparik ma tutaj spory komfort. Naturalnym zastępcą 33-lidera defensywy jest 25-letni kadrowicz Kryspin Szcześniak. Do dyspozycji szkoleniowca jest też 19-letni Dominik Szala, etatowy reprezentant juniorskich reprezentacji Polski. Alternatywą może być zestawienie środka obrony z dwóch lewonożnych graczy, Hiszpana Josemy oraz Pawła Bochniewicza, który po powrocie na Roosevelta 81 zagrał kilka minut przeciwko Lechowi Poznań, ale jest to zdecydowanie mniej prawdopodobna opcja.
Dlaczego Jarosław Kubicki nie zagrał z Lechem, kiedy wróci?
W kadrze Górnika Zabrze na mecz z Lechem Poznań zabrakło nie tylko pauzującego za kartki Czecha Lukasa Ambrosa, ale również Jarosława Kubickiego, co było dużą sensacją. Jaki był powód tej absencji?
- Na pewno wyglądałoby to inaczej, jak jest Jaro Kubicki. Wczoraj normalnie trenował całe zajęcia, ale potem przyszedł do mnie fizjo, że coś tam czuje i dzisiaj rano jak wstał, to zdecydowaliśmy, że jednak nie może zagrać. Dlatego Michał Rakoczy miał ciężką sytuację, bo od środy trenowaliśmy pod tę wyjściową „jedenastkę”, w tym systemie wszystko było ułożone, i dzisiaj rano musieliśmy zrobić tę jedną zmianę. Trzeba powiedzieć, że nie wyglądało to idealnie w tym środku, ale tak jest zawsze, gdy nie ma Kubickiego (...) - powiedział Michal Gasparik na pomeczowej konferencji.
Na chwil obecną trudno przewidzieć, jak poważny jest uraz doświadczonego pomocnika, ale na początku przyszłego tygodnia wszystko powinno być jasne, bo to właśnie wtedy "Trójkolorowi" rozpoczną dość długi mikrocykl treningowy przed pojedynkiem z podopiecznymi Marcina Brosza, który w sezonie 2017/2028 poprowadził zabrzan do największych sukcesów w XXI wieku, jakimi były awans do eliminacji europejskich pucharów z czwartego miejsca w lidze oraz półfinał Pucharu Polski. Szczęście w nieszczęściu, że po jednomeczowej pauzie kartkowej do gry wraca już Lukas Ambros.
Kamil Lukoszek nie dokończył meczu z Lechem, jak groźna jest kontuzja?
23-letni Kamil Lukoszek pojawił się na boisku od 46. minuty meczu z Lechem Poznań, ale opuścił murawę jeszcze przed ostatnim gwizdkiem sędziego. W 89. minucie trener Gasparik zastąpił go Pawłem Bochniewiczem, a powodem takiej decyzji był uraz skrzydłowego 14-krotnych mistrzów Polski. O jakiej dokładnie kontuzji mowa i jak długo może potrwać powrót do pełnej sprawności?
Doznał kontuzji barku po faulu rywala. Zobaczymy, co pokażą badania - odpowiedział lakonicznie słowacki szkoleniowiec zabrzan.
W tym kontekście warto przypomnieć, że Lech Poznań w wyjazdowym meczu z Górnikiem Zabrze popełnił aż 21 fauli (drużyna gospodarza 12). Piłkarze z Wielkopolski przez cały mecz pracowali na nowy przydomek ("Rzeźnicy z Bułgarskiej" ;)) , ale na taką grę pozwalał im sędzia Damian Sylwestrzak, który bardzo oszczędnie sięgał po żółte kartki i generalnie był najsłabszym aktorem tego pojedynku, nie dostrzegając też gry na czas "Kolejorza", która rozpoczęła się już w 22. minucie. Brak doliczonych minut do pierwszej części gry i tylko trzy w drugiej odsłonie przy bodajże pięciu przerwach na same zmiany piłkarzy, to mało śmieszny żart ze strony arbitra, który kreowany jest na gwiazdę młodego pokolenia w tym fachu.
