Atmosfera przed półfinałem Copa del Rey między Atletico Madryt a Barceloną gwałtownie zgęstniała. Wszystko przez wypowiedź Ronalda Araujo, która uderzyła w dumę zawodników ze stolicy Hiszpanii.
Urugwajski obrońca Barcelony przerwał milczenie po przerwie związanej ze zdrowiem psychicznym i od razu wywołał medialny pożar. W rozmowie z MD stwierdził wprost, że Julian Alvarez to jeden z najlepszych napastników świata, a tacy gracze muszą występować w najlepszym klubie, czyli w Barcelonie. Te słowa błyskawicznie dotarły do RiyadhAir Metropolitano, gdzie zostały odebrane jako przejaw braku szacunku. Szatnia Atletico zamierza wykorzystać tę zniewagę jako dodatkową motywację podczas czwartkowego starcia, chcąc udowodnić rywalowi błąd w ocenie hierarchii klubów.
Dla samego Juliana Alvareza nadchodzący mecz ma wymiar szczególny, bo Argentyńczyk zmaga się z potężnym kryzysem strzeleckim na krajowym podwórku. Napastnik nie zdobył bramki w hiszpańskich rozgrywkach od listopadowego meczu z Sevillą, a jego licznik zatrzymał się na zaledwie trzech trafieniach w Lidze Mistrzów w ciągu ostatnich dziewiętnastu występów. Presja narasta, zwłaszcza że wokół przyszłości mistrza świata krąży coraz więcej plotek transferowych. Choć Barcelona wykazuje zainteresowanie, to obecnie najbardziej prawdopodobny wydaje się jego powrót do Premier League, gdzie nad letnim transferem pracuje Chelsea.
