Grand Prix Las Vegas zostaje w kalendarzu Formuły 1 co najmniej do 2037 roku. Władze cyklu podpisały dziesięcioletnie przedłużenie kontraktu z lokalnymi urzędnikami hrabstwa Clark oraz Las Vegas Convention and Visitors Authority. To jasny sygnał, że Nevada ma być fundamentem obecności królowej motorsportu w Stanach Zjednoczonych.
Początki w 2023 roku były trudne, a organizatorzy mierzyli się z problemami technicznymi na torze i protestami mieszkańców. Sytuacja uległa jednak zmianie, a wyścig na słynnym Strip stał się komercyjną potęgą. Stefano Domenicali, szef F1, twierdzi, że wydarzenie błyskawicznie zyskało status prestiżowej destynacji dla liderów biznesu i celebrytów, generując przy tym ogromne zyski dla lokalnej gospodarki.
Miliardy dolarów zysku i sportowy prestiż
Liczby stojące za tą decyzją są porażające. Według oficjalnych danych tylko w 2025 roku wyścig wygenerował 43 miliony dolarów wpływów z podatków stanowych i lokalnych. Całkowity wpływ ekonomiczny na region południowej Nevady szacuje się na 3,2 miliarda dolarów. Pieniądze te trafiają między innymi na wsparcie lokalnej edukacji, co ma łagodzić wcześniejsze napięcia z mieszkańcami miasta.
Uliczny tor o długości 6,2 km zyskał uznanie nie tylko ze względów finansowych, ale i sportowych. To właśnie tutaj w 2024 roku Max Verstappen świętował zdobycie swojego czwartego tytułu mistrza świata. Przedłużenie umowy oznacza, że Formuła 1 będzie pełnić rolę promotora i właściciela praw komercyjnych do tego wydarzenia przez kolejne trzynaście lat, stawiając na widowisko w samym sercu światowej stolicy rozrywki.
