Coco Gauff stanowczo odrzuciła pomysł karania zawodniczek odejmowaniem punktów rankingowych za późne wycofanie się z turniejów. Amerykanka odpowiedziała tym samym na kontrowersyjną propozycję dyrektora zawodów w Dubaju.
Burza wybuchła, gdy Iga Świątek i Aryna Sabalenka zrezygnowały ze startu w Dubaju zaledwie dzień przed losowaniem drabinki. Polka argumentowała decyzję zmianą planów startowych, natomiast Białorusinka zgłosiła uraz biodra. Dyrektor turnieju Salah Tahlak nazwał te absencje niefortunną niespodzianką i uznał, że dotychczasowe kary finansowe nie działają. Przypomniał sytuację Sereny Williams, która zapłaciła 100 tysięcy dolarów kary, co przy jej milionowych zarobkach nie miało żadnego znaczenia. Tahlak domaga się teraz znacznie dotkliwszych sankcji sportowych.
Gauff, zajmująca obecnie piąte miejsce w rankingu WTA, uważa takie podejście za zbyt surowe i niesprawiedliwe. Tenisistka podkreśla, że zawodniczki nie rezygnują z gry bez powodu, a głównym problemem jest narastające wypalenie oraz coraz bardziej obciążający kalendarz. Amerykanka zauważyła, że turnieje rangi 1000 trwają teraz dwa tygodnie, co drastycznie zwiększa wymagania wobec organizmów sportsmenek. Według niej obecny system, w którym zawodniczki otrzymują zero punktów za opuszczenie obowiązkowych startów, jest już wystarczająco dotkliwy dla ich pozycji w światowym zestawieniu.
Zamiast zaostrzać kary, Gauff proponuje wprowadzenie turniejów opcjonalnych na wzór męskiego Monte-Carlo. Amerykanka sama przygotowuje się do startu w Dubaju po bolesnej porażce z Elisabettą Cocciaretto w Katarze. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich może zmierzyć się z Jeleną Ostapenko lub Jessicą Pegulą, a w jej połówce drabinki znajduje się Elena Rybakina. Mimo nieobecności Świątek i Sabalenki, turniej pozostaje wymagający, choć organizatorzy nie kryją rozczarowania brakiem największych gwiazd, które wykorzystały przysługujące im prawo do trzech regulaminowych nieobecności w sezonie.
