Frank Schmidt zachowa stanowisko trenera Heidenheim nawet w przypadku spadku z Bundesligi. Taką gwarancję publicznie złożył prezes klubu Holger Sanwald w rozmowie z agencją dpa.
Sytuacja w tabeli jest trudna, bo zespół zajmuje ostatnie miejsce, ale Sanwald nie obarcza winą szkoleniowca. Prezes podkreśla, że Schmidt stał się lepszym trenerem dzięki zebranym doświadczeniom. Kontrakt 52-latka obowiązuje do lipca 2027 roku i klub zamierza go respektować. Jeśli tylko trener wyrazi chęć dalszej pracy, nikt nie będzie szukał następcy. Władze doskonale wiedzą, jak wiele zawdzięczają człowiekowi, który prowadzi drużynę niemal od dwóch dekad i jest związany z tym miejscem od lat.
Schmidt to postać wyjątkowa, bo przejął stery w 2007 roku i jest dopiero drugim trenerem w historii klubu od czasu jego konsolidacji w 2006 roku. Większość swojej kariery piłkarskiej spędził właśnie w Heidenheim, które jest jego rodzinnym miastem. Pomagał zespołowi awansować z piątego na czwarty poziom rozgrywkowy, zanim zawiesił buty na kołku. Teraz jako szkoleniowiec zbliża się do dwudziestu lat nieprzerwanej pracy na ławce, co czyni go symbolem stabilizacji w niemieckim futbolu.
Sam trener wyrażał ostatnio poważne obawy, czy zdoła uratować ukochany klub przed degradacją w tym sezonie. Mimo pesymistycznych nastrojów stara się zachować pozytywne nastawienie, gdy tylko widzi, że piłkarze spełniają jego boiskowe standardy. Sanwald ucina jednak wszelkie dyskusje o zwolnieniu, twierdząc, że obecna lokata w Bundeslidze nie jest winą Schmidta. Klub stawia na lojalność wobec człowieka, który budował potęgę Heidenheim od podstaw i zna każdą strukturę tej organizacji.
