Francja staje przed jednym z najtrudniejszych wyzwań podczas mistrzostw świata 2026. Choć ekipa Didiera Deschampsa pewnie pokonała Szwecję 3:0, teraz na ich drodze staje Paragwaj, który stał się synonimem defensywnego koszmaru dla największych potęg futbolu.
Metamorfoza Paragwaju pod wodzą Gustavo Alfaro budzi podziw w całym piłkarskim świecie. Po fatalnym Copa América trener postawił na powrót do korzeni, czyli żelazną defensywę i niespotykaną intensywność. Efekty przyszły natychmiastowo. Drużyna, która wcześniej błądziła w poszukiwaniu stylu, nagle zaczęła ogrywać Brazylię oraz Argentynę. Alfaro od początku miał jasną wizję sukcesu, którą przekazał swoim zawodnikom: „Paragwajskie DNA, intensywność i czyste konta. To nas zaprowadzi na mistrzostwa świata” – zapowiadał szkoleniowiec i słowa dotrzymał.
Mur nie do przebicia i narodowa euforia
Siła Albirroja opiera się na klasycznym ustawieniu 4-4-2, które w trudnych warunkach potrafi zamienić się w niezdobytą twierdzę. Paragwajczycy udowodnili swoją wartość, wywożąc punkty z ekstremalnych wysokości w Boliwii i Ekwadorze oraz przetrwali morderczą wilgotność w Kolumbii. Kiedy przypieczętowali awans bezbramkowym remisem z Ekwadorem, prezydent kraju Santiago Peña ogłosił święto narodowe. To pokazuje, z jak wielką determinacją Francuzi będą musieli się zmierzyć w walce o ćwierćfinał, zwłaszcza że rywale mają w składzie nieprzewidywalnego Julio Enciso.
Mimo że wyjazd na turniej do USA kosztuje fortunę, tysiące kibiców z Paragwaju zdominują trybuny. Przy średnich zarobkach rzędu 450 dolarów, fani wydają po 20 tysięcy, by po 16 latach przerwy wspierać kadrę na mundialu. Francja musi uważać, bo Paragwaj już raz zszokował świat w tej edycji, eliminując Niemców po rzutach karnych. Orlando Gill, bohater tamtej serii jedenastek, oraz wracający po zawieszeniu Diego Gomez są gotowi, by dopisać kolejny rozdział do historii wielkich sensacji i po raz pierwszy w dziejach pokonać Trójkolorowych.
