Jeszcze rok temu Pogoń Szczecin była o krok od bankructwa. Dziś, po przejęciu przez Alexa Haditaghiego, Portowcy walczą o coś, czego nowy właściciel chyba w planach nie zakładał – o utrzymanie miejsca w Ekstraklasie. Miejsce tuż przy strefie spadkowej i trudny kalendarz drużyny uzasadnia pytanie szczecińskich kibiców: co czeka klub, jeśli zniknie z najwyższej klasy rozgrywkowej?
Katastrofa finansowa po spadku
Sprowadzenie sprawy do wyników sportowych byłoby błędem. Spadek z Ekstraklasy to w polskich warunkach przede wszystkim dramat finansowy, a w przypadku Pogoni miałby on wyjątkowo poważne konsekwencje.
Ekstraklasa posiada kontrakt telewizyjny z Canal+ wart 280 milionów złotych za sezon. Wpływy z tytułu praw telewizyjnych to dla każdego uczestnika ligowych rozgrywek kluczowe źródło przychodów – w zależności od pozycji w tabeli i liczby transmisji, rząd wielkości dla środkowego klubu stawki oscyluje wokół 20–25 milionów złotych rocznie. Pogoń w jednym z poprzednich sezonów uzyskała z tego tytułu ponad 22 miliony złotych.
Tymczasem w Betclic 1. Lidze stawka jest nieporównywalnie niższa. Wszystkie kluby pierwszej ligi dzielą między siebie łączną kwotę 27 milionów złotych z tytułu praw marketingowych i telewizyjnych. Oznacza to, że każdy z uczestników rozgrywek może liczyć na około 1,5–2 miliony złotych – czyli dziesięć razy mniej niż w przypadku udziału w Ekstraklasie.
Przy budżecie, który na bieżący sezon wynosił 63 miliony złotych i był już niższy niż w sezonie poprzednim, wypadnięcie ze szczytowego szczebla oznaczałoby konieczność radykalnego przewartościowania całego modelu finansowego klubu.
Do tego dochodzą inne konsekwencje: mniejsze wpływy z dnia meczowego. Pogoń może pochwalić się średnią frekwencją blisko 18 tysięcy widzów i 84-procentowym obłożeniem stadionu, co daje jej czwarte miejsce w Ekstraklasie. W pierwszej lidze takich liczb nie ma – średnia frekwencja na meczach tego szczebla wynosi zaledwie kilka tysięcy. Spadają przychody ze sprzedaży koszulek i gadżetów, rozwiązać mogą się umowy z partnerami komercyjnymi, a wartość marki – na której Haditaghi tak bardzo chciał budować globalny projekt – traci na wadze w jednej chwili.
Sprawozdanie finansowe Pogoni za okres lipiec 2024 – czerwiec 2025 wykazuje stratę blisko 9,8 miliona złotych, i to jeszcze w sezonie z pełnym budżetem ekstraklasowym. Perspektywa gry w pierwszej lidze przy takim punkcie startowym rysuje obraz bardzo poważnych problemów.

Co z Haditaghim, jeśli Pogoń spadnie?
Pytanie o przyszłość właściciela jest kluczowe. Alex Haditaghi przejął Pogoń zaledwie 24 godziny przed nieuchronnym bankructwem, spłacił zadłużenie sięgające niemal 60 milionów złotych i od pierwszego dnia zapowiadał, że chce zbudować z Pogoni markę globalną, walczącą regularnie o tytuł mistrza Polski i udział w europejskich pucharach. Kanadyjski biznesmen ma ambicje, pieniądze i – do tej pory – determinację. Ale inwestycja w klub pierwszoligowy to zupełnie inny rodzaj projektu niż ten, który sobie wymarzył.
Na konferencji prasowej po przejęciu klubu Haditaghi zapowiedział mistrzowski tytuł w perspektywie kilku lat, regularne puchary europejskie i zbudowanie Pogoni jako globalnej marki sportowej. Pierwsze miesiące były pełne entuzjazmu i deklaracji. Trudno sobie wyobrazić, żeby człowiek, który dokonał tak spektakularnego wejścia do polskiej piłki, odwrócił się na pięcie po jednym trudnym sezonie – ale jeszcze trudniej twierdzić z przekonaniem, że tak się nie stanie. Inwestorzy z zewnątrz, zwłaszcza ci z ambicją budowania wizerunkowego projektu, rzadko decydują się na wieloletnią misję ratunkową w zapleczu ligi. Przykładów z polskiego i europejskiego futbolu jest wystarczająco dużo, by nie być naiwnym.
Haditaghi podkreślał publicznie, że chce w Szczecinie zespołu walczącego o czołówkę. Ale same deklaracje, jak celnie zauważali obserwatorzy, nie zabezpieczają ani kadry, ani długofalowego projektu. Warto też pamiętać, że jego przejście do roli właściciela Pogoni było dramatyczne i chaotyczne – nie wynikało z chłodnej analizy biznesowej, lecz z emocjonalnej decyzji podjętej w ciągu doby. W obliczu spadku, przy zimnej kalkulacji, obraz może wyglądać zupełnie inaczej.
Rewolucja kadrowa byłaby nieunikniona
Niezależnie od decyzji właściciela, letnia rewolucja kadrowa w razie spadku byłaby nieunikniona. Wielu zawodników Pogoni ma kontrakty wygasające 30 czerwca 2026 roku. W przypadku utrzymania przedłużenie ich umów byłoby kosztowne, ale wykonalne. W przypadku spadku większość z nich – a szczególnie ci, którzy mają oferty z zagranicy lub z innych ekstraklasowych klubów – po prostu odejdzie za darmo.
Osobną sprawą są zawodnicy pozyskani latem z myślą o rywalizacji w ścisłej czołówce. Klauzule spadkowe w tego rodzaju kontraktach są w polskim futbolu powszechną praktyką – możliwe, że dla takich piłkarzy zmiana ligi oznacza automatyczną możliwość rozwiązania umowy lub drastyczne obniżenie wynagrodzenia. Żaden kontrakt nie jest jednak kwestią publiczną, więc konkretów tu brakuje. Pewne jest jedno: skład, który wszedł w ten sezon z ambicjami europejskimi, nie będzie tym samym składem, który walczyłby o powrót z pierwszej ligi.
