Ferrari przywiozło do Szanghaju przełomowe tylne skrzydło obracające się o 180 stopni, ale eksperyment zakończył się szybciej, niż zakładano. Choć innowacja pojawiła się już podczas przedsezonowych testów, Scuderia zdecydowała się na powrót do konwencjonalnych rozwiązań tuż po pierwszym treningu. Decyzja zapadła w cieniu problemów Lewisa Hamiltona, który zaliczył obrót na torze w momencie aktywacji nowego elementu.
Lewis Hamilton przyznał, że zespół mógł zbyt mocno pośpieszyć się z wdrożeniem nowinki, która pierwotnie miała zadebiutować dopiero w czwartej lub piątej rundzie sezonu. Brytyjczyk zaznaczył, że Ferrari dysponowało tylko dwoma egzemplarzami tego podzespołu. Mimo że inżynierowie byli zadowoleni z niezawodności i wydajności skrzydła, uznali, że ryzyko korzystania z niego przez cały weekend wyścigowy jest zbyt duże przy braku pełnych gwarancji stabilności.
Problemy z mocą i dominacja Mercedesa
W kwalifikacjach do sprintu Hamilton i Charles Leclerc zajęli odpowiednio czwarte i szóste miejsce, tracąc sporo do George'a Russella. Siedmiokrotny mistrz świata wskazał na wyraźny deficyt mocy na prostych względem Mercedesa. Leclerc potwierdził te obserwacje, zauważając, że rywale znajdują dodatkowe tempo w kwalifikacjach, którego Ferrari obecnie brakuje. Monakijczyk zmagał się dodatkowo z niewyjaśnionym problemem z oddawaniem energii na prostej, co będzie przedmiotem analizy w Maranello.
Zespół planuje teraz przeprowadzenie szczegółowych badań zebranych danych przed nadchodzącym Grand Prix Japonii. Fred Vasseur wyjaśnił, że różnice w osiągach między okrążeniami Leclerca wynikały z nieprawidłowego działania systemów, co uniemożliwiło walkę o wyższe lokaty. Ferrari musi teraz pracować nad poprawą jednostki napędowej, aby zniwelować stratę do liderów, która uwidoczniła się na szybkich sekcjach chińskiego obiektu.
