Jannik Sinner wyrasta na absolutnego dominatora światowych kortów, ale Tim Henman studzi entuzjazm tych, którzy już teraz stawiają go ponad legendami. Były brytyjski tenisista uważa, że porównywanie Włocha do największych ikon dyscypliny jest przedwczesne. Jak donoszą media, ekspert TNT Sports wskazał konkretne scenariusze, w których lider rankingu musiałby uznać wyższość dawnych mistrzów.
Sinner i Carlos Alcaraz zdominowali ostatnie dziewięć turniejów wielkoszlemowych, co skłoniło wielu obserwatorów do ogłoszenia nowej ery. Henman patrzy na to inaczej. Podkreśla, że nie można zestawiać młodych gwiazd z zawodnikami, którzy utrzymywali się na szczycie przez blisko dwie dekady. Brytyjczyk przypomina, że Roger Federer, Rafael Nadal i Novak Djokovic mają na koncie łącznie 66 tytułów wielkoszlemowych, co stanowi barierę nie do przeskoczenia w krótkim czasie.
Nadal i Federer wciąż górą w bezpośrednim starciu
Henman jest przekonany, że w bezpośrednim starciu na konkretnych nawierzchniach Sinner nie miałby szans z legendami w ich najlepszych latach. Gdyby naprzeciw Włocha stanął Rafael Nadal w szczytowej formie na mączce, ekspert bez wahania stawia na Hiszpana. Podobny werdykt wydał w przypadku rywalizacji na trawie. Tam zdaniem Henmana to Roger Federer w swoim najlepszym wydaniu byłby górą w starciu z obecnym numerem jeden światowego rankingu.
Jako dowód na słabości Sinnera, Henman przywołuje ubiegłoroczny mecz z Grigorem Dimitrovem na Wimbledonie. Bułgar był bliski zwycięstwa dzięki urozmaiconej grze i slajsom, a zatrzymała go dopiero kontuzja. Mimo to Henman docenia klasę Włocha przed Roland Garros. Twierdzi, że pod względem fizycznym i mentalnym Sinner wszedł na niespotykany poziom konsystencji. Choć uważa go za faworyta turnieju w Paryżu, odmawia mu jeszcze miejsca w galerii sław obok wielkiej trójki.
