Jack Draper wyrasta na największego pechowca letniego sezonu. Brytyjczyk stał się właśnie dwunastym zawodnikiem, który wycofał się z turnieju ATP 500 w Waszyngtonie, mimo że wcześniej otrzymał od organizatorów dziką kartę. To potężny cios dla obsady amerykańskiej imprezy, która traci kolejne głośne nazwiska tuż po rozpoczęciu rywalizacji.
Sytuacja Drapera jest o tyle frustrująca, że tenisista był już na miejscu i trenował na kortach w stolicy USA. W mediach głośno było o jego zwycięskim secie treningowym przeciwko Benowi Sheltonowi, co rozbudziło nadzieje kibiców na udany powrót. Niestety, uraz ręki, który wykluczył go wcześniej z Wimbledonu, najprawdopodobniej znów dał o sobie znać. Jego miejsce w drabince zajmie Mackenzie McDonald, który wejdzie do gry jako „szczęśliwy przegrany”.
Szpital na kortach w Waszyngtonie
Lista nieobecnych w Waszyngtonie przeraża organizatorów. Przed Draperem z turnieju zrezygnowali tacy gracze jak Felix Auger-Aliassime czy Daniil Medvedev. Problemy zdrowotne zatrzymały także Sebastiana Kordę, który nie grał od czasu Sunshine Double, oraz Arthura Rinderknecha, leczącego uraz od Roland Garros. Wycofali się również reprezentanci gospodarzy, Reilly Opelka i Ethan Quinn, co znacząco uszczupliło amerykańską kadrę w turnieju.
Mimo masowych rezygnacji, kibice wciąż mogą liczyć na emocje. W grze pozostają Alex de Minaur, Ben Shelton oraz Taylor Fritz. Broniący tytułu De Minaur zmierzy się w pierwszej rundzie ze Stefanosem Tsitsipasem, co zapowiada się na absolutny hit tej fazy rozgrywek. Turniej potrwa do niedzieli, 2 sierpnia, stanowiąc ostatni sprawdzian przed prestiżowymi imprezami rangi Masters w Kanadzie i Cincinnati.
