Jan Urban w surowych słowach podsumował defensywne zaniedbania swoich podopiecznych, wskazując na niefortunne interwencje Kamila Grabary oraz brak zdecydowania w kluczowych sektorach boiska, co bezpośrednio przełożyło się na utratę decydujących bramek w barażu ze Szwecją.
Selekcjoner Jan Urban nie ukrywał rozczarowania postawą formacji obronnej, która mimo personalnych roszad nie ustrzegła się kardynalnych pomyłek. Choć do składu wprowadzony został Przemysław Wiśniewski, co miało zagwarantować przewagę fizyczną przy stałych fragmentach gry, to właśnie dekoncentracja przy rzucie wolnym w 44. minucie pozwoliła rywalom na swobodne oddanie strzału na dalszym słupku.
„Zabrakło cwaniactwa. Przy drugiej bramce zawodnik wchodzi w naszą strefę sam, nikt go nie atakuje – ułamek sekundy wahania «mój czy twój» i pada gol”.
Urban podkreślił, że to nie brak umiejętności, a niewłaściwe decyzje przeważyły o losach spotkania.
„Zachowania w defensywie nie były odpowiednie” – skomentował selekcjoner.
Najwięcej emocji wzbudziła jednak końcówka spotkania i postawa Kamila Grabary. Choć polski zespół dwukrotnie odrabiał straty, ostateczny cios zadali Szwedzi w 88. minucie. Bramka Gyökeresa była efektem chaosu, który zapoczątkowało nieprecyzyjne wznowienie gry przez polskiego bramkarza, ocenionego w serwisie Eurosport na zaledwie 2,5 w sześciostopniowej skali.
Jan Urban precyzyjnie wypunktował ten moment:
„Przy trzeciej bramce Kamil broni groźny strzał, ale wyprowadzenie jest niedokładne, wybicie wślizgiem, piłkarski bilard w polu karnym... Sami sprowokowaliśmy tę sytuację”.
Szkoleniowiec zaznaczył, że polska gra mogła być zaskoczeniem dla gospodarzy, jednak własne błędy uniemożliwiły znalezienie się wśród uczestników MŚ 2026.
„Jeśli sam prowokujesz straty bramek, to nie jest prosto odrabiać straty. Zrobiliśmy to dwa razy, ale w końcówce trybuny poniosły Szwedów i «wcisnęli» tę piłkę na 3:2, choć w żadnym momencie się na to nie zanosiło” – podsumował Urban.

