Portugalski napastnik Liverpoolu, jedna z kluczowych postaci drużyny, Diogo Jota zginął tragicznie w wypadku samochodowym. W obliczu tej niewyobrażalnej straty, kibice The Reds zjednoczyli się w poruszającym apelu, który może na zawsze zmienić historię klubu z Anfield.
W skrócie:
- Diogo Jota i jego brat zginęli w wypadku samochodowym spowodowanym pęknięciem opony.
- Fani Liverpoolu masowo wzywają klub do zastrzeżenia numeru 20, z którym grał Portugalczyk.
- Byłby to bezprecedensowy gest, ponieważ Liverpool nigdy w swojej historii nie zastrzegł żadnego numeru koszulki.
"Zastrzeżcie dwudziestkę". Czy Anfield dokona historycznego przełomu?
Wiadomość, która w czwartkowy poranek zmroziła krew w żyłach fanów na całym świecie, była druzgocąca. Diogo Jota, mający zaledwie 28 lat, oraz jego brat Andre, zginęli w wypadku drogowym. Jak donoszą media, przyczyną tragedii było pęknięcie opony w ich pojeździe, co doprowadziło do utraty panowania nad kierownicą i wypadnięcia z drogi. W odpowiedzi na te serc łamiące wieści, społeczność kibiców Liverpoolu zareagowała natychmiast. Na portalu X (dawniej Twitter) błyskawicznie zaczął trendować hasztag #retirethe20, czyli wezwanie do wycofania z użytku numeru, z którym na plecach biegał ich ulubieniec.
To coś więcej niż tylko emocjonalny zryw. To potężny postulat, który stawia władze klubu w niezwykle trudnej sytuacji. Kibice są w tej kwestii zadziwiająco jednomyślni.
"Zdobycie 20. mistrzostwa w koszulce z numerem 20. Zastrzeżcie ten numer, nie ma lepszego momentu" – napisał jeden z fanów, nawiązując do symboliki tegorocznego triumfu.
Inny dodał: "Zastrzeżcie jego numer. 'Dwudziestka' była tak symboliczna w tym sezonie, to mały znak szacunku, jaki klub może okazać".
Najdalej poszedł jeden z komentujących, który przedstawił cały plan hołdu: "Zastrzeżcie numer 20, wypłaćcie resztę jego kontraktu w całości żonie, stwórzcie memoriał na Anfield, czarne opaski na koszulkach na przyszły sezon i wygrajcie wszystko w jego pamięci".
Gest, jakiego Liverpool jeszcze nie widział
Cała sprawa nabiera wyjątkowego wymiaru, gdy uświadomimy sobie jeden, kluczowy fakt: Liverpool FC nigdy wcześniej w swojej bogatej historii nie zastrzegł numeru żadnego piłkarza. To tradycja, której klub trzymał się od dekad, nawet w przypadku największych legend. Teraz jednak fani uważają, że nadszedł czas, by ją złamać. Uważają, że tragedia Joty i jego wkład w ostatnie sukcesy są wystarczającym powodem do podjęcia tego bezprecedensowego kroku.
A wkład Portugalczyka był niezaprzeczalny. W barwach The Reds wystąpił w 182 meczach, strzelając 65 goli, z których każdy niósł ze sobą ogromną jakość. Jak na ironię, jego ostatnie trafienie było tym, które kibice zapamiętają na zawsze. Zdobył jedyną bramkę w wygranym 1:0 meczu derbowym z Evertonem na Anfield, pieczętując triumf w Premier League. Gol, który okazał się jego pożegnaniem z ukochanym stadionem i kibicami.
