Carlos Alcaraz po raz trzeci sięgnął po wielkoszlemowy tytuł, tym razem podbijając paryskie korty Roland Garros. Jego finałowy bój z Alexandrem Zverevem był prawdziwym rollercoasterem emocji i pięciosetowym thrillerem, który przejdzie do historii. Zwycięstwo Hiszpana, odniesione po powrocie z niekorzystnego wyniku, skłania do spojrzenia wstecz na największe, niemal niemożliwe powroty w historii tego turnieju. Bo wygrać finał, będąc już na deskach przy stanie 0-2 w setach? To wyczyn, który jest zarezerwowany tylko dla absolutnie wyjątkowych postaci w świecie tenisa.
W skrócie:
- Elitarne grono zaledwie sześciu tenisistów w Erze Otwartej, którzy wygrali finał Roland Garros, przegrywając 0-2 w setach.
- Legendy takie jak Bjorn Borg, Ivan Lendl i Novak Djokovic, które udowodniły, że mecz kończy się dopiero po ostatniej piłce.
- Jedna z najbardziej szokujących historii, w której zwycięzca finału obronił piłki mistrzowskie i wygrał, mimo przegrania pierwszego seta 0:6.
Klub nieśmiertelnych: Jak wygrać finał Garrosa, gdy wszyscy cię skreślili?
Każdy fan tenisa wie, że powrót ze stanu 0-2 w Wielkim Szlemie to zadanie niemal niewykonalne. Wymaga nie tylko żelaznej kondycji, ale przede wszystkim mentalnej fortecy, która nie pęknie pod presją. Zrobić to w finale, na oczach całego świata, na korcie centralnym Philippe'a Chatriera? To już nie jest sport, to jest sztuka. W Erze Otwartej tej sztuki dokonało zaledwie sześciu zawodników. Oto oni:
- 1974: Bjorn Borg def. Manuel Orantes (2:6, 6:7, 6:0, 6:1, 6:1) Nastoletni Borg, przyszły król Paryża, zdobywał swój pierwszy z sześciu tytułów na Roland Garros w iście heroicznym stylu. Po dwóch ciasnych setach wydawało się, że doświadczony Hiszpan zgasi młodzieńczy zapał Szweda. Nic z tego. Szwedzka maszyna ruszyła, a Orantes w trzech kolejnych setach był dla niej tylko tłem, ulegając do zera, jednego i jednego.
- 1984: Ivan Lendl def. John McEnroe (3:6, 2:6, 6:4, 7:5, 7:5) Dekadę później Lendl, który wcześniej przegrał cztery finały wielkoszlemowe, wreszcie sięgnął po upragniony tytuł. McEnroe był w gazie, prowadził 2-0 w setach i miał przewagę przełamania w czwartym. Ale wtedy w Czechu coś pękło – w pozytywnym sensie. Odrodził się niczym feniks z popiołów i w dramatycznych okolicznościach wyrwał zwycięstwo, rozpoczynając swoją wielką erę.
- 1999: Andre Agassi def. Andrei Medvedev (1:6, 2:6, 6:4, 6:3, 6:4) Amerykańska ikona skompletowała w Paryżu Karierowego Wielkiego Szlema, ale mało brakowało, a jego marzenia znów ległyby w gruzach. Ukrainiec Medvedev grał jak w transie i prowadził 2-0. Agassi wyglądał na zagubionego, ale znalazł w sobie iskrę, która pozwoliła mu odwrócić losy meczu i podnieść jedyne w karierze trofeum Suzanne Lenglen.
- 2004: Gaston Gaudio def. Guillermo Coria (0:6, 3:6, 6:4, 6:1, 8:6) Prawdopodobnie jeden z najbardziej szokujących i dramatycznych finałów w historii. Nierozstawiony Gaudio dostał w pierwszym secie srogiego "bajgla", przegrywając 0:6. Gdy Coria prowadził 2-0, nikt nie dawał jego rodakowi szans. A jednak! Coria zaczął słabnąć fizycznie, a Gaudio poczuł krew. Wygrał, broniąc po drodze dwie piłki mistrzowskie w decydującym secie.
- 2021: Novak Djokovic def. Stefanos Tsitsipas (6:7, 2:6, 6:3, 6:2, 6:4) Ostatni jak dotąd przypadek cudu na paryskiej mączce. Serb, ikona tenisa, wyglądał na bezradnego w starciu z napierającym Grekiem, który był o krok od swojego pierwszego Wielkiego Szlema. Djokovic po raz kolejny jednak udowodnił, że jest mentalnym potworem. Uspokoił grę, podkręcił tempo i metodycznie rozmontował rywala, zdobywając swój 19. tytuł wielkoszlemowy.
A co z Alcarazem? Bohater, ale z innej bajki
Triumf Carlosa Alcaraza nad Alexandrem Zverevem w 2024 roku również był epicki. Hiszpan, przegrywając 1-2 w setach, znalazł się pod ścianą. Pokazał jednak niesamowitą odporność psychiczną i fizyczną, odwracając losy tego pięciosetowego maratonu na swoją korzyść.
Jego zwycięstwo jest bez wątpienia historyczne i potwierdza, że mamy do czynienia z zawodnikiem o niezwykłym talencie i charakterze. Jednak fakt, że nie musiał wracać ze stanu 0-2, tylko podkreśla, jak ekskluzywny i niemal mityczny jest klub sześciu wymienionych wyżej mistrzów. To właśnie takie historie budują legendę Roland Garros – turnieju, gdzie walka toczy się do samego końca, a niemożliwe czasami staje się faktem.
