W sobotę 23 maja Ekstraklasa po raz pierwszy w historii przekroczy barierę czterech milionów widzów w jednym sezonie — a brakuje już zaledwie kilkunastu tysięcy, by rekord stał się faktem.
Do historycznego progu Ekstraklasie brakuje symbolicznej reszty. Łączna frekwencja po rozegranych 296 spotkaniach wynosi 3 986 393 widzów — oznacza to, że do magicznej bariery czterech milionów potrzeba już mniej niż czternastu tysięcy kibiców.
Tę lukę z nawiązką wypełni sama tylko ostatnia kolejka, podczas której — zgodnie z formułą formatu Multiliga — wszystkie osiemnaście meczów zostaną rozegrane jednocześnie w sobotnie popołudnie.
Spośród osiemnastu klubów bezsprzecznym liderem frekwencyjnym pozostaje Lech Poznań. Na Enea Poznań pojawiło się w tym sezonie łącznie 486 587 kibiców — to wynik o ponad 115 tysięcy wyższy niż u drugiego w zestawieniu Górnika Zabrze (371 617) oraz trzeciej Legii Warszawa (371 358). Licząc stadion po stadionie, Poznaniacy odpowiadają za blisko jedną ósmą całej ligowej frekwencji.
Zupełnie inaczej wygląda obraz, gdy spojrzeć na procentowe wykorzystanie pojemności. Tutaj liderem jest Raków Częstochowa, który przy skromnej pojemności zondacrypto Areny wynoszącej zaledwie 5 500 miejsc zanotował wypełnienie trybun na poziomie 97,0 procent. Tuż za nim plasuje się Widzew Łódź z wynikiem 95,6 procent — Łodzianie grali przy średniej frekwencji 17 217 kibiców na mecz przy pojemności 18 018 miejsc. Na przeciwległym biegunie znalazła się Lechia Gdańsk: Polsat Plus Arena Gdańsk, mogąca pomieścić ponad 41 tysięcy widzów, była wypełniona zaledwie w 36,9 procentach — co przy 245 743 oddanych w sezonie oznacza, że Gdańszczanie korzystali ze swojego stadionu z wyraźną nadwyżką możliwości.
Ligowa średnia wyniosła 13 423 widzów na mecz przy 72,7-procentowym wykorzystaniu pojemności.
W sobotę zrobicie coś niesamowitego... 🥹🫶 pic.twitter.com/uU4yQPUj8N
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) May 21, 2026
