Zwycięstwo Górnika Zabrze nad Lechem Poznań w ćwierćfinale STS Pucharu Polski potwierdziło rzadką umiejętność Michala Gasparika do wygrywania kluczowych meczów o wysoką stawkę, co czyni go jednym z najbardziej doświadczonych specjalistów w tych rozgrywkach.
Michal Gasparik po raz kolejny udowodnił, że potrafi przygotować zespół do rywalizacji, w której o awansie decyduje tylko jedno spotkanie. Szkoleniowiec nie krył, że specyfika tych rozgrywek jest mu wyjątkowo bliska, co potwierdzają jego sukcesy z przeszłości.
„Może faktycznie mam trochę szczęścia do tych rozgrywek. To mój piąty sezon i znowu idziemy dalej. Na Słowacji cztery razy z rzędu byłem w finale z Trnavą, trzy razy wygrywaliśmy” – zauważył Gasparik po wyeliminowaniu Poznaniaków.
Zabrzanie wyszli na murawę Enea Stadionu z jasnym przekazem mentalnym, który miał odróżnić to starcie od zmagań o punkty.
„Dzisiaj nasze hasło brzmiało: »to nie jest liga, to jest puchar«. W tych rozgrywkach rzeczy dzieją się inaczej” – tłumaczył opiekun Górnika.
Trener podkreślił, że to nastawienie było kluczowe, by zespół uwierzył w możliwość wyeliminowania lidera ekstraklasy na jego własnym terenie.
„Wydaje mi się, że ten mecz wygraliśmy przede wszystkim w naszych głowach. Cały zespół był przekonany, że możemy tu awansować i że w końcu to mi strzelimy pierwsi bramkę” – dodał szkoleniowiec.
Sukces w Poznaniu nie był dziełem przypadku, lecz efektem szczegółowej analizy gry rywala. Gasparik przyznał, że taktycznie „rozgryzł” zespół prowadzony przez Nielsa Frederiksena, korygując błędy, które przydarzyły się Górnikowi w poprzednim domowym starciu z tym przeciwnikiem.
„Tak, zgadzam się, że taktycznie wyglądało to na boisku bardzo dobrze. Poprawiliśmy kilka detali w defensywie względem naszego ostatniego meczu domowego z Lechem” – ocenił opiekun Zabrzan.
Kluczem do sukcesu było wprowadzenie elementów krycia indywidualnego w środku pola.
„Wiedzieliśmy, że najlepsi piłkarze rywala schodzą do środka pola i tam potrzebowaliśmy pojedynków jeden na jeden. Zazwyczaj bronimy strefowo, ale dzisiaj celowo zmieniliśmy te detale w defensywie, by zneutralizować ich atuty” – wyjaśnił Gasparik.
Mimo dramatycznych okoliczności – czerwonej kartki dla Maksyma Chłania w 76. minucie oraz rzutu karnego podyktowanego dla gospodarzy – plan szkoleniowca przetrwał próbę nerwów. Trener odniósł się także do sytuacji kadrowej swojego skrzydłowego:
„Maksym miał dziś bardzo ciężkie zadanie, bo musiał dużo biegać do tyłu za Pereirą, który grał bardzo wysoko. Kiedy skrzydłowy jest tak zmęczony, jego decyzje nie zawsze są idealne”.
Końcowy triumf ma stać się fundamentem pod dalszą część sezonu.
„Wygrana na stadionie najsilniejszego obecnie zespołu w Polsce, w takim stylu – po obronionym karnym i walce w osłabieniu – musi dać nam ogromną energię” – podsumował Michal Gasparik.
