Sztab szkoleniowy Lecha Poznań przejdzie po zakończeniu obecnych rozgrywek poważną restrukturyzację, gdyż Sindre Tjelmeland zdecydował się na powrót do Norwegii, aby objąć funkcję pierwszego trenera w utytułowanym klubie. Odejście asystenta, który był postrzegany jako kluczowy motor napędowy w sferze mentalnej zespołu, stawia przed władzami poznańskiego klubu trudne zadanie znalezienia godnego następcy.
Sindre Tjelmeland, pełniący obecnie rolę pierwszego asystenta Nielsa Frederiksena, zakończy swoją misję w Poznaniu wraz z wygaśnięciem kontraktu w czerwcu 2026 roku. Choć umowa pierwotnie miała obowiązywać jeszcze przez rok, szkoleniowiec zdecydował się na podjęcie samodzielnego wyzwania w barwach pięciokrotnego mistrza Norwegii – Molde FK.
Dla Norwega jest to powrót do środowiska, w którym kształtował swoją karierę zarówno jako piłkarz rezerw FK Haugesund, IL Sandviken czy Åsane Fotball, jak i trener. Zanim trafił do Lecha w lipcu 2024 roku, zdobywał doświadczenie w szwedzkim IFK Göteborg oraz jako pierwszy szkoleniowiec w Ullensaker/Kisa IL i IK Start, gdzie poprowadził zespół w niemal stu spotkaniach.
Rola Tjelmelanda w sukcesach Kolejorza wykraczała poza standardowe obowiązki asystenta. Ostatnio właśnie na ten element zwrócił uwagę Dawid Dobrasz z portalu Meczyki.
Dziennikarz opisał sytuację z meczu z GKS-em Katowice na platformie X:
„Lech traci gola na 0:1. Gra bardzo słabo. Jest przerwa w meczu przez uraz Markovica. Drużyna zbiera się wokół ławki. Frederiksen udziela 1-2 piłkarzom wskazówek. Kto ruga zespół i ustawia do pionu? Asystent. Sindre Tjelmeland”.
Taki podział ról sugeruje, że Niels Frederiksen świadomie dobrał współpracownika o cechach osobowościowych, które dopełniały jego własny warsztat. Brak Norwegia może naruszyć stabilność wewnętrzną drużyny, która obecnie zmierza po mistrzostwo Polski, stawiając pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie wypracowanego modelu zarządzania zespołem.
