Max Verstappen przeżywa koszmar podczas weekendu w Chinach. Czterokrotny mistrz świata zajął dopiero ósme miejsce w kwalifikacjach, tracąc do zdobywcy pole position aż dziewięć dziesiątych sekundy. Holender w ostrych słowach podsumował stan techniczny swojego bolidu RB22, który uniemożliwia mu nawiązanie walki z czołówką stawki.
Kierowca Red Bulla przyznał, że każda minuta spędzona na torze jest dla niego walką o przetrwanie. Samochód zachowuje się nieprzewidywalnie, cierpiąc jednocześnie na nadnadsterowność i podsterowność. Verstappen podkreślił, że mimo licznych zmian w ustawieniach, zespół nie odnotował żadnej poprawy. Jego zdaniem balans maszyny jest całkowicie rozregulowany, co odbiera mu jakąkolwiek kontrolę nad pojazdem i pewność podczas ataku na szybkich okrążeniach.
Problemy z silnikiem i brak nadziei na przełom
Problemy nie kończą się na aerodynamice. Verstappen zgłosił kłopoty z mocą silnika, które przypominają awarię Liama Lawsona z wyścigu w Melbourne. Choć bateria działa poprawnie, jednostka napędowa nie dostarcza odpowiednich parametrów przy starcie. Holender wyznał, że od pierwszego okrążenia w nowej erze regulacyjnej nie czerpie żadnej przyjemności z jazdy tym modelem. Przed niedzielnym wyścigiem zawodnik nie ukrywa pesymizmu i spodziewa się finiszu na pozycji startowej.
Partner zespołowy Verstappena, Isack Hadjar, również nie znalazł tempa i zakwalifikował się tuż za nim. Francuz zauważył, że strata czasowa w Chinach jest większa niż w Australii, ponieważ charakterystyka toru mocniej obnaża słabości Red Bulla. Według niego przyzwoity wynik w Melbourne był jedynie efektem błędów rywali z Ferrari i McLarena, a nie realnej siły ich pakietu. Zespół z Milton Keynes czeka teraz trudna praca nad rozwojem konstrukcji w trakcie sezonu.
