Chaos pod bramami Wimbledonu już pierwszego dnia turnieju zmusił organizatorów do wydania pilnego ostrzeżenia. Tysiące fanów marzących o biletach na najważniejsze korty musiało obejść się smakiem. Jak donoszą przedstawiciele AELTC, sytuacja wymknęła się spod kontroli szybciej, niż zakładano.
Zainteresowanie tegoroczną edycją przerosło najśmielsze oczekiwania, gdy licznik osób w legendarnej kolejce dobił do 10 tysięcy już o poranku. Władze turnieju podjęły bezprecedensową decyzję, apelując do kibiców o rezygnację z podróży na miejsce. Sally Bolton, dyrektor generalna AELTC, przyznała, że dynamika wydarzeń uległa całkowitej zmianie, a tradycyjne metody planowania przyjazdu na pierwszy pociąg metra przestały wystarczać w dobie nowych środków transportu, takich jak rowery miejskie.
Organizatorzy bezradni wobec tłumów
Sytuacja stała się krytyczna na dwie i pół godziny przed rozpoczęciem pierwszych meczów. „Kolejka jest dziś rano naprawdę zajęta. Około 8:30 mieliśmy już 10 000 osób, więc radzimy tym, którzy jeszcze nie wyruszyli, aby nie przyjeżdżali, ponieważ kolejka jest w rzeczywistości pełna” – przyznała Sally Bolton. Szefowa Wimbledonu zauważyła, że po pandemii obawiano się zaniku tej tradycji, tymczasem stała się ona popularniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.
Magnesem dla fanów była obecność największych gwiazd tenisa. Na korcie centralnym pojawili się Jannik Sinner, Aryna Sabalenka oraz Novak Djoković. Emocji nie brakowało też na korcie numer jeden, gdzie Marin Cilić zmierzył się z Daniiłem Miedwiediewem, a Magda Linette stanęła naprzeciw mistrzyni Roland Garros, Mirry Andreevej. Kolejne dni zapowiadają się równie gorąco, zwłaszcza w obliczu powrotu 44-letniej Sereny Williams, co zwiastuje dalsze oblężenie londyńskich kortów.
