Coco Gauff wyrasta na jedną z najbardziej pechowych bohaterek tegorocznego French Open, choć dzień zakończyła sportowym sukcesem. Amerykańska tenisistka brała udział w wypadku samochodowym w drodze na Stade Roland Garros. Jak donoszą media, incydent wydarzył się tuż przed jej meczem otwarcia, w którym miała rozpocząć obronę mistrzowskiego tytułu.
Do zdarzenia doszło, gdy kierowca Gauff próbował przejechać obok słupka parkingowego. Policja wydała sygnał do jazdy, jednak blokada nie opadła na czas i samochód uderzył w przeszkodę. Siła uderzenia była na tyle duża, że 22-letnia zawodniczka wylała sok na całe wnętrze pojazdu. Choć początkowo tenisistka chciała kontynuować podróż tym samym autem, po wyjściu na zewnątrz okazało się, że maszyna nie nadaje się do dalszej jazdy. Cały sztab musiał ratować się wezwaniem taksówki, aby dotrzeć na czas.
Problemy w szatni i ekstremalny upał w Paryżu
Stresujące wydarzenia na drodze nie były jedynym wyzwaniem, z jakim mierzyła się rozstawiona z numerem czwartym zawodniczka. Tuż przed wyjściem na kort Philippe-Chatrier doszło do awarii stroju. Sukienka Gauff zacięła się tak niefortunnie, że fizjoterapeutka musiała pomagać jej w łazience przy próbie zdjęcia ubrania. Tenisistka przyznała po meczu, że cały poranek był wyjątkowo chaotyczny, ale paradoksalnie pozwolił jej to zapomnieć o presji związanej z samym występem przed paryską publicznością.
Mimo serii niefortunnych zdarzeń i panującego w Paryżu upału, Gauff pewnie pokonała Taylor Townsend 6-4, 6-0. Amerykanka podkreśliła, że wysokie temperatury jej nie przerażają, ponieważ dorastała na Florydzie i celowo trenuje w pełnym słońcu. Po wyeliminowaniu rodaczki, dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa przygotowuje się do starcia w drugiej rundzie, gdzie jej przeciwniczką jest Mayar Sherif. Gauff wierzy, że poranny wypadek może być dla niej dobrym omenem na resztę turnieju.
