Emma Raducanu oficjalnie potwierdziła, że nie weźmie udziału w nadchodzącym US Open. Powodem tej bolesnej decyzji jest złamanie zmęczeniowe dolnej części prawej nogi, którego nabawiła się jeszcze przed Wimbledonem. To kolejny cios w tym fatalnym dla Brytyjki sezonie 2026.
Rok 2026 stał się dla Raducanu pasmem nieszczęść. Z powodu licznych urazów i chorób opuściła już całą część sezonu rozgrywaną na mączce oraz trawie. Choć w rzadkich momentach sprawności potrafiła dojść do finałów w Transylwanii oraz Queen’s, czarne chmury nad jej zdrowiem nie chcą się rozproszyć. Obecnie tenisistka stoi przed kluczowym wyborem: czy kontynuować walkę o powrót jeszcze w tym roku, czy całkowicie zrezygnować z gry do końca sezonu, by ratować swoją przyszłość w rankingu WTA.
Ryzykowna gra o ranking i zdrowie
Zakończenie sezonu już teraz pozwoliłoby Raducanu na skorzystanie z tzw. zamrożonego rankingu w 2027 roku. Wymaga to jednak sześciomiesięcznej przerwy od startów. Alternatywą jest ryzykowny wyjazd na turnieje do Azji, na czym szczególnie zależy jej nowemu sponsorowi, firmie UNIQLO. Eksperci ostrzegają jednak przed błędem Jacka Drapera, który wrócił zbyt wcześnie i stracił szansę na ochronę rankingu, przez co musiał liczyć jedynie na dzikie karty w dużych turniejach.
Sytuację zawodniczki skomentowała Annabel Croft na antenie Sky Sports, sugerując, że całkowity reset może być najlepszym wyjściem. „To nie byłaby taka zła decyzja, ponieważ można w pełni wyzdrowieć, odpocząć, poddać się leczeniu i wrócić w pełni sił na początku przyszłego roku” – przyznała Croft. Podkreśliła również, że choć spadek w rankingu jest realnym zagrożeniem, to zdrowie musi być priorytetem: „Wszystkie te czynniki muszą zostać rozważone, prawda? Ale koniec końców, zdrowie jest twoim bogactwem”.
