Daniel Dubois wyrasta na jednego z najbardziej nieprzewidywalnych pięściarzy wagi ciężkiej. Brytyjczyk pokonał Fabio Wardleya w 11. rundzie i odzyskał tytuł mistrza świata federacji WBO podczas gali w Manchesterze. Walka w Co-op Live arena miała niecodzienny przebieg, ponieważ nowy czempion dotarł na miejsce spóźniony przez korki, a chwilę później przeżywał prawdziwy kryzys w ringu.
Początek starcia był dla Dubois katastrofalny. Już w 10. sekundzie pojedynku Wardley trafił go potężnym prawym nad ręką, posyłając rywala na deski. Dubois wstał, ale w trzeciej rundzie ponownie wylądował na macie. Mimo dwóch nokdaunów były mistrz IBF zdołał odwrócić losy bitwy. Zaczął dominować, rozbijając twarz przeciwnika ciężkimi ciosami, które spowodowały u Wardleya liczne obrzęki oraz krwawienie. Sędzia Howard Foster przerwał jednostronne widowisko w przedostatnim starciu.
Wielki powrót na szczyt i plany na przyszłość
Dla Fabio Wardleya była to pierwsza porażka w zawodowej karierze i nieudana próba obrony pasa. Dubois po walce podkreślał, że udowodnił swoją wielką wolę walki, którą wcześniej wielu ekspertów poddawało w wątpliwość. Pięściarz legitymuje się teraz bilansem 23-3 i 22 nokautów. Zwycięstwo otwiera mu drogę do kolejnych wielkich wyzwań, choć promotor Frank Warren przypomniał o istnieniu klauzuli rewanżowej w kontrakcie obu zawodników.
Na horyzoncie pojawia się już postać Mosesa Itaumy, który obserwował walkę z trybun. Prezydent WBO Gustavo Olivieri zapowiedział, że będzie rekomendował go na obowiązkowego pretendenta. Tymczasem Daniel Dubois znów jest numerem jeden, zamazując plamę po ubiegłorocznej porażce z Oleksandrem Usykiem. Ukrainiec wciąż posiada pasy WBA, WBC oraz IBF i przygotowuje się do majowego starcia z Rico Verhoevenem w Egipcie.
