Gent wyrywa Genk ostatnią przepustkę do europejskich pucharów po meczu pełnym zwrotów akcji. Davy Roef wyrasta na bohatera, broniąc decydujący rzut karny w serii jedenastek. Jak donoszą media, belgijska ekipa wraca na międzynarodową arenę po roku przerwy.
Starcie o udział w kwalifikacjach Ligi Konferencji trzymało w napięciu do samego końca. Po bezbramkowych 90 minutach emocje eksplodowały w dogrywce. Robin Mirosola wyprowadził Genk na prowadzenie i wydawało się, że losy awansu są już przesądzone. Gent otrzymało jednak rzut karny w samej końcówce doliczonego czasu. Do piłki podszedł młody Tibe de Vlieger i pewnym strzałem doprowadził do wyrównania, wymuszając serię rzutów karnych, która miała wyłonić ostatecznego zwycięzcę tego morderczego boju.
Wojna nerwów i popis bramkarza
W serii jedenastek obie drużyny wykazały się niemal bezbłędną skutecznością, trafiając pierwsze cztery próby. Presja wzrosła, gdy Momodou Sonko trafił dla Gent, a do piłki podszedł 17-letni August De Wannemacker. Młody zawodnik Genk uderzył mocno, ale Davy Roef wyczuł jego intencje i popisał się skuteczną paradą. Bramkarz Gent po raz kolejny potwierdził, że jest specjalistą od bronienia strzałów z jedenastu metrów, zapewniając swojej drużynie upragniony awans do europejskich rozgrywek kosztem załamanych rywali.
Dla Genk ta porażka oznacza sezon bez gry w Europie, co jest bolesnym ciosem dla klubu, który jeszcze dwa lata temu walczył o mistrzostwo kraju. Gent natomiast wraca do rywalizacji, w której historycznie radzi sobie bardzo dobrze. Teraz zespół musi skupić się na przejściu przez rundy kwalifikacyjne, aby zameldować się w fazie grupowej Ligi Konferencji. Sukces ten smakuje wyjątkowo, biorąc pod uwagę, że rok temu klub musiał pogodzić się z brakiem występów na arenie międzynarodowej.
