Real Sociedad wyrasta na nową potęgę hiszpańskiego futbolu pod wodzą Pellegrino Matarazzo. Drużyna z San Sebastian sięgnęła po trofeum Copa del Rey, pokonując Atletico Madryt w dramatycznych okolicznościach. Jak donoszą media, kluczem do sukcesu okazała się niezłomna mentalność baskijskiego zespołu.
Finałowe starcie było pokazem siły charakteru ekipy Matarazzo, która przetrwała oblężenie bramki w końcówce regulaminowego czasu gry. Choć Alex Baena, Johnny Cardoso i Alexander Sorloth mieli złote okazje na rozstrzygnięcie meczu dla Atletico, Real Sociedad dotrwał do rzutów karnych. Tam główną rolę odegrał Unai Marrero. 24-letni bramkarz, który wychował się w akademii Zubieta, obronił dwie jedenastki, w tym decydujący strzał Sorlotha, stając się absolutnym bohaterem wieczoru w Sewilli.
Kryzys koncepcji Diego Simeone
Diego Simeone po raz kolejny musi mierzyć się z zarzutami o brak planu na rywali stosujących niski blok obronny. Argentyńczyk przyznał po meczu, że porażka bardzo boli, a sztab szkoleniowy musi znaleźć lepsze rozwiązania taktyczne. Atletico w 2026 roku miewało już problemy, przegrywając 0:3 z Rayo Vallecano czy ulegając Betisowi. Matarazzo punktuje rywala, zauważając, że jego piłkarze mieli optymalny poziom napięcia meczowego, którego zabrakło madrytczykom już w pierwszych sekundach finału.
Sukces Realu Sociedad ma wymiar lokalny, ponieważ aż 10 z 17 zawodników użytych w finale to wychowankowie klubu. Decydującego karnego wykorzystał Pablo Marin, który jeszcze w 2019 roku był chłopcem do podawania piłek. Dla Marrero, który po meczu utonął w łzach w objęciach matki i dziewczyny, był to moment przejścia do historii. Bramkarz przyznał, że wciąż nie do końca dociera do niego to, co osiągnął na murawie stadionu La Cartuja.
