Coco Gauff wyrasta na jedną z największych pechowczyń tegorocznego Indian Wells Open po tym, jak musiała poddać mecz trzeciej rundy przeciwko Alex Eali. Aktualna mistrzyni French Open zaczęła spotkanie od przełamania, ale już od drugiego gema jej ciało odmówiło posłuszeństwa. Amerykanka zeszła z kortu przy stanie 2:6, 0:2, oddając zwycięstwo rywalce, którą jeszcze niedawno pewnie pokonała podczas turnieju w Dubaju.
Problemy zdrowotne Gauff zaczęły się niespodziewanie przy jednym z uderzeń z forhendu. Tenisistka przyznała, że ból był zupełnie inny niż wszystko, czego doświadczyła do tej pory w swojej karierze. Opisywała go jako eksplozję fajerwerków wewnątrz kończyny, po której całe ramię zaczęło płonąć. Mimo interwencji medycznej przy stanie 2:5 w pierwszym secie, dolegliwości nasilały się z każdą kolejną wymianą, co zmusiło zawodniczkę do podjęcia drastycznej decyzji o rezygnacji z dalszej gry.
Podejrzenie uszkodzenia nerwów i walka z czasem
Wstępne diagnozy sugerują, że problem nie dotyczy mięśni ani kości, lecz ma podłoże neurologiczne. Gauff podkreśliła, że ból narastał nawet wtedy, gdy nie używała lewej ręki do uderzeń, co wywołało u niej spory niepokój. Zawodniczka rzadko decyduje się na krecz, jednak tym razem nieznany dotąd rodzaj cierpienia okazał się barierą nie do przejścia. Amerykanka nie chciała ryzykować pogłębienia urazu, zwłaszcza że ból stawał się coraz bardziej paraliżujący.
Teraz kluczowe będą wyniki badania rezonansem magnetycznym, które zaplanowano na kolejny dzień. Sztab medyczny ma nadzieję, że uraz nie wykluczy Gauff z gry na dłuższy czas i pozwoli jej wystartować w nadchodzącym turnieju w Miami. Tenisistka mimo porażki doceniła klasę Alex Eali, zaznaczając, że wolałaby przegrać mecz do zera na korcie niż schodzić z niego przed czasem. Teraz priorytetem jest ustalenie przyczyny ataku bólu i wdrożenie odpowiedniej profilaktyki.
