Jack Draper nie zdołał przełamać fatalnej passy i po raz kolejny opuszczał kort w poczuciu ogromnej bezsilności. Porażka 3:6, 5:7 z Hiszpanem Martinem Landaluce w pierwszej rundzie Cincinnati Masters to kolejny cios dla zawodnika, który od roku zmaga się z przewlekłym urazem kości. Choć w drugim secie był bliski doprowadzenia do decydującej partii, ból ramienia okazał się silniejszy niż ambicja.
Sytuacja jest o tyle niepokojąca, że zaledwie tydzień temu Draper zalał się łzami po przegranej w Montrealu, co wywołało falę spekulacji o natychmiastowym zakończeniu przez niego sezonu 2026. Mimo powrotu do gry w Cincinnati, jego postawa na korcie budzi lęk o dalszą karierę. Problem z serwisem, będący efektem kontuzji, sprawia, że Brytyjczyk nie jest w stanie nawiązać równorzędnej walki z rywalami, mimo że jego gra z głębi kortu i poruszanie się wciąż stoją na wysokim poziomie.
Eksperci alarmują: Sytuacja jest bardzo poważna
Głos w sprawie kryzysu zdrowotnego Drapera zabrał Greg Rusedski, który nie gryzł się w język oceniając stan młodszego kolegi. Były brytyjski numer jeden uważa, że jedynym wyjściem może być kolejna, bardzo długa przerwa od tenisa, by dać organizmowi szansę na pełną regenerację. Draper próbował już niemal wszystkiego – od zmiany rakiet i naciągów, po liczne zastrzyki mające zbić stan zapalny, jednak żadna z tych metod nie przyniosła trwałej poprawy.
„To jest naprawdę, naprawdę niepokojące i poważne. Nieważne jak wielkim graczem jesteś, jeśli nie możesz wprowadzić serwisu do gry, by wyprowadzić pierwszy cios, jest bardzo trudno. Wygląda na to, że będzie musiał mieć długi okres odpoczynku. Czuję się naprawdę źle, bo potencjał i talent tam są. Nie wiem, jak on z tego wyjdzie i to jest dla mnie bardzo martwiące” – ocenił Greg Rusedski w swoim podcaście.
Obecnie pod wielkim znakiem zapytania stoi występ Drapera w mikście z Jessicą Pegulą podczas nadchodzącego US Open. Choć turniej ma wystartować jeszcze w tym miesiącu, stan fizyczny zawodnika sugeruje, że kolejna próba powrotu może zakończyć się następnym bolesnym rozczarowaniem. Po osiągnięciu „dna”, o którym sam wspominał, droga na szczyt wydaje się obecnie bardziej kręta niż kiedykolwiek wcześniej.
