George Russell przeżywa najtrudniejsze chwile w tym sezonie Formuły 1. Brytyjczyk, który startował w tegorocznych zmaganiach jako główny faworyt do mistrzostwa, po wyścigu o Grand Prix Monako spadł na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Kierowca Mercedesa nie zdobył w niedzielę ani jednego punktu, a jego sytuację pogarsza fakt, że został zdublowany przez własnego kolegę z zespołu, Kimiego Antonelliego.
Problemy Russella zaczęły się już w kwalifikacjach, które ukończył pięć pozycji za Antonellim. W trakcie wyścigu utknął za bolidem Isacka Hadjara, tracąc ponad pół minuty do czołówki, a później został zablokowany przez Lando Norrisa. Jakby tego było mało, sędziowie nałożyli na niego karę drive-through za przekroczenie prędkości w alei serwisowej. Russell przyznał po wyścigu, że jest poza granicą frustracji i nie potrafi zrozumieć, jak 40 punktów w dwa weekendy mogło przepaść bezpowrotnie.
Kryzys lidera i dominacja młodego talentu
Sytuacja w tabeli staje się dla Russella krytyczna. Obecnie traci on aż 70 punktów do prowadzącego Antonelliego, który w Monako odniósł piąte zwycięstwo z rzędu. Brytyjczyka wyprzedził także Lewis Hamilton, spychając go na najniższy stopień podium klasyfikacji generalnej. Russell podkreśla, że wiele incydentów, jak awaria w Kanadzie czy niefortunny wyjazd samochodu bezpieczeństwa w Japonii, było całkowicie poza jego kontrolą, co czyni obecną sytuację wyjątkowo trudną do zaakceptowania.
Mimo ogromnej straty, kierowca Mercedesa wierzy, że los może się jeszcze odwrócić. Przypomina zeszłoroczną pogoń Maxa Verstappena jako dowód na to, że dystans 156 do 88 punktów jest możliwy do odrobienia. Russell zaznacza jednak, że musi wyeliminować własne błędy i liczyć na czyste weekendy wyścigowe, aby wrócić do walki o najwyższe cele. Na ten moment to jednak Antonelli dyktuje warunki w stawce, mając bezpieczną przewagę nad resztą rywali.
