Oto dzień, na który czekał cały polski motorsport! Robert Kubica, po latach pecha, dramatów i finiszów tuż za najwyższym stopniem podium, wreszcie dopiął swego. Polak wraz z zespołem AF Corse zwyciężył w najbardziej legendarnym wyścigu długodystansowym na świecie – 24h Le Mans!
W skrócie:
- Robert Kubica, wraz z Yifeyem Ye i Philem Hansonem z zespołu AF Corse, wygrał 24-godzinny wyścig Le Mans w najwyższej klasie Hypercar.
- Triumf ten jest zwieńczeniem lat niepowodzeń, w tym dramatycznej awarii na ostatnim okrążeniu w 2021 roku oraz dwóch drugich miejsc w latach 2022 i 2023.
- Zespół AF Corse, jadący w Ferrari z numerem #83, stoczył zaciętą, 24-godzinną batalię głównie z dwoma fabrycznymi zespołami włoskiej marki, udowadniając swoją wyższość.
Koniec klątwy! Jak Kubica wreszcie oszukał przeznaczenie w Le Mans
Pamiętacie 2021 rok? To miał być ten dzień. Kubica, jadący wtedy w niższej, ale wciąż piekielnie konkurencyjnej klasie LMP2, był o krok, o jedno okrążenie od triumfu. Garaż zespołu WRT już niemal otwierał szampany, a wtedy samochód po prostu stanął. Dramat, rozpacz, niewyobrażalny pech – tak to wtedy wyglądało. Później przyszły dwa kolejne sezony i dwa drugie miejsca z ekipą Prema Racing. Tak, to były historyczne wyniki, bo Robert stał się pierwszym Polakiem na podium Le Mans, a potem pierwszym, który powtórzył ten wyczyn. Ale dla sportowca tej klasy liczy się tylko jedno – złoto.
W zeszłym roku, już w topowej klasie Hypercar z zespołem AF Corse, historia znów zakpiła z Polaka. Zespół prowadził, miał tempo, ale defekt ponownie zabrał szansę na walkę o wygraną. Można było odnieść wrażenie, że nad Kubicą na francuskim torze wisi jakaś klątwa. Ale jak widać, do czasu. W tym roku przyjechał, by wyrównać rachunki. I zrobił to w stylu, który przejdzie do legendy.
Coś wspaniałego! 🥰🙌
— ORLEN Team (@TeamORLEN) June 15, 2025
pic.twitter.com/GyyqrgJrrx
Ferrari kontra Ferrari, czyli jak Polak ograł fabrykę
Tegoroczny wyścig od samego początku był wewnętrzną wojną w rodzinie Ferrari. Z jednej strony dwa fabryczne zespoły włoskiej stajni, a z drugiej prywatna ekipa AF Corse z numerem #83, gdzie za kierownicą zmieniali się Kubica, Chińczyk Yifey Ye i Brytyjczyk Phil Hanson. To właśnie ich żółte Ferrari, na którego cześć organizatorzy umieścili wizerunek Polaka na centralnym miejscu plakatu promującego wyścig, było w centrum uwagi. Walka była niesamowicie zacięta.
Wyścig, który zaczął się w sobotę o 16:00, był prawdziwym rollercoasterem. Phil Hanson przebijał się w górę stawki po przeciętnych kwalifikacjach, a gdy za kółko wskoczył Kubica, ekipa AF Corse objęła prowadzenie. Różnice w czołówce były jednak minimalne, a prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Noc przyniosła kolejne zwroty akcji. Najpierw genialna zmiana Yifeya Ye przywróciła #83 na szczyt, by potem jeden z fabrycznych bolidów Ferrari otrzymał karę przejazdu przez boksy, co na chwilę pomogło rywalom.
Mimo ogromnej presji, zmiennych warunków i taktycznych gierek ze strony potężniejszych, fabrycznych zespołów, załoga Kubicy nie popełniła błędów. Była perfekcyjna strategia, zabójcze tempo i wreszcie łut szczęścia, który przez lata omijał Polaka szerokim łukiem. Po 24 godzinach walki to właśnie żółte Ferrari z numerem #83 minęło linię mety jako pierwsze, a Robert Kubica mógł wreszcie wznieść ręce w geście triumfu.
