Aurelio De Laurentiis nie zamierza sprzedawać Napoli, choć w ostatnich tygodniach klub łączono z możliwą zmianą właściciela. W rozmowie z Radiem Kiss Kiss wyjaśnił, dlaczego nie doszło do porozumienia z Mattem Rizzettą ani inwestorami z Bliskiego Wschodu.
De Laurentiis ujawnił, że do kontaktu z Rizzettą doszło około roku temu. Przedsiębiorca poprosił wówczas o spotkanie, choć szef Napoli w ogóle go nie znał. „Około rok temu otrzymałem prośbę o spotkanie od Rizzetty, którego nie znałem. Z grzeczności odpowiedziałem” — powiedział, a jego słowa przytoczyła „La Gazzetta dello Sport”. Rozmowy miały wyłącznie nieformalny charakter i ostatnio ich nie wznawiano. Nie przeprowadzono też badania due diligence, które mogłoby poprzedzić ewentualne porozumienie.
Według relacji De Laurentiisa początkowo miał nadal kierować klubem, a z czasem jego rola miała być stopniowo ograniczana, aż zostałby prezesem honorowym. Właściciel Napoli domagał się jednak gwarancji dalszej pracy. „Poprosiłem o gwarancje, że będę mógł kontynuować tę pracę po 22 latach w klubie. Miałem obowiązek wobec kibiców Napoli na całym świecie” — wyjaśnił. Wskazał, że właśnie te kwestie sprawiły, iż rozmowy z Rizzettą nie nabrały tempa.
Podobna przeszkoda pojawiła się przy rozmowach z inwestorami z Bliskiego Wschodu. „Arabowie chcieli zaoferować mi 3,5 mld euro, ale nie chciałem przechodzić na emeryturę” — przyznał De Laurentiis. Podtrzymał też, że Napoli nie jest na sprzedaż, a gdyby w przyszłości rozważał przekazanie klubu, wolałby kupca z Neapolu niż Amerykanina.
W ostatnich tygodniach pojawiały się spekulacje, że De Laurentiis rozgląda się za potencjalnymi kupcami. Napoli prawdopodobnie osiągnęło już szczyt swojej wyceny, chyba że doszłoby do dużych zmian związanych ze stadionem, których dotąd nie było. Nie oznacza to jednak, że właściciel nie rozważyłby sprzedaży, gdyby pojawiła się odpowiednia oferta i zagwarantowano mu znaczącą rolę w klubie.