Otwarty konflikt między mniejszościową akcjonariuszką Elżbietą Filipiak a większościowym właścicielem Robertem Platkiem stawia pod znakiem zapytania stabilność finansową i operacyjną Cracovii.
Elżbieta Filipiak, posiadająca 20-procentowy pakiet akcji, w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” punktuje różnice strategiczne, które dzielą ją od Roberta Platka. Podczas gdy obecny zarząd forsuje nową drogę rozwoju, Filipiak twardo obstaje przy budowie silnej marki na rynku krajowym jako niezbędnym fundamencie. Problem w tym, że oboje właściciele przestali ze sobą rozmawiać w konstruktywny sposób.
„O mojej decyzji [o rezygnacji – przyp. red.] w pierwszej kolejności poinformowałam statutowe organy klubu. Oczywiście poinformowałam też pana Platka. Moją decyzję poprzedzały rozmowy oraz maile, w których wyraźnie sygnalizowałam mu trudności we współpracy z wiceprezesami. Na tę wiadomość nie otrzymałam odpowiedzi” – ujawniła była prezes.
Nawet ostatnia wizyta Platka w Krakowie, 27 lutego, nie przyniosła przełomu. Krótkie spotkanie w biurze Filipiak zakończyło się bez żadnych ustaleń, a Amerykanin nie przedstawił planu dalszego finansowania klubu, co w obliczu doniesień o wcześniejszym pobieraniu transz z Ekstraklasy budzi uzasadnione obawy o płynność finansową spółki.
Sytuację zaognia brutalna walka o narrację między Filipiak a nowym zarządem, reprezentowanym przez Murata Colaka i Davida Amdurera. Wiceprezesi publicznie zaatakowali byłą prezes, zarzucając jej nieetyczne działania przy transakcji dotyczącej gruntów w Cichym Kąciku. Filipiak nie pozostaje dłużna, nazywając tezy o jej rzekomym podporządkowaniu sobie Rady Nadzorczej za „nieuprawnione” i „zaskakujące”.
Podkreśla, że organ ten jest od niej całkowicie niezależny i nie miała z nim kontaktu od czasu odejścia z klubu.
Elżbieta Filipiak mówi wprost, że nie zamierza pozbywać się swoich udziałów, co oznacza, że Robert Platek pozostaje w swoistym klinczu z mniejszościowym wspólnikiem, z którym nie potrafi dojść do porozumienia.
„Dwudziestoprocentowy pakiet akcji, który posiadam, traktuję jako długoterminowe zaangażowanie w klub, z którym jestem związana od niemal ćwierć wieku. Nie prowadzę żadnych rozmów dotyczących sprzedaży moich akcji” – zadeklarowała stanowczo.
Właścicielski konflikt przy jednoczesnym braku wyznaczonego terminu Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, uniemożliwia szybkie uporządkowanie najważniejszych spraw związanych z zarządzaniem i funkcjonowaniem Cracovii, co w czarnym scenariuszu może prowadzić do pogłębiającego się chaosu decyzyjnego i finansowego upadku klubu.
