Co z transferami do Legii? Ta wypowiedź nie pozostawia złudzeń!

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
17 lutego 2026 09:52
Co z transferami do Legii? Ta wypowiedź nie pozostawia złudzeń!

Kibice Legii Warszawa, która znajduje się w ogromnym kryzysie sportowym, cały czas liczą na transfery, które mogłyby wyciągnąć klub z dna tabeli. Michał Żewłakow w szczerym wyznaniu ujawnił, jak naprawdę wyglądają obecnie możliwości finansowe klubu i na co w rzeczywistości zostały wydane środki, które miały ratować ten sezon.

Wielu sympatyków „Wojskowych” zastanawiało się, dlaczego w obliczu fatalnej serii dwunastu meczów bez zwycięstwa, klub nie zdecydował się na transferową ofensywę. Odpowiedź Michała Żewłakowa jest bolesna w swojej szczerości: pieniądze, które mogły trafić na rynek transferowy, zostały ulokowane w zupełnie innym miejscu. 

„Zimą duża część budżetu została przeznaczona na wzmocnienie sztabu szkoleniowego, żeby trener Marek Papszun mógł rozpocząć pracę w odpowiednich warunkach” – wyjawił dyrektor sportowy w programie „Ekstraklasa po godzinach” w Canal+.

To wyjaśnia, dlaczego jedynym nowym elementem w ofensywie stał się Rafał Adamski, który dołączył do drużyny po analizie liczb z niższych lig i sparingu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Żewłakow wprost nazywa ten ruch jedynie „uzupełnieniem składu”, dodając, że możliwości finansowe po letnich szaleństwach zostały drastycznie ograniczone.

„Większość dużych transferów zrobiliśmy latem” – uciął dyrektor, sugerując, że zimą szuflada z pieniędzmi była już niemal pusta.

Brak środków na nowe gwiazdy to tylko jedna strona medalu. Druga to fakt, że ci, którzy kosztowali fortunę, kompletnie zawiedli pokładane w nich nadzieje. Żewłakow z goryczą zauważa, że „e największe transfery wcale nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, a paradoksalnie najlepiej grają ci zawodnicy, od których wymagano najmniej. To sprawiło, że misja Marka Papszuna stała się znacznie trudniejsza, niż zakładano jeszcze kilka miesięcy temu.

Obecnie Legia znajduje się na 17. miejscu w tabeli Ekstraklasy. Dyrektor sportowy nie ukrywa, że klub musiał porzucić mocarstwowe plany:

„Podejście zawodników, a także nasze cele, które na początku sezonu były zupełnie inne niż te, które mamy dziś”.

Zamiast walki o trofea, w Warszawie trwa teraz gorączkowe diagnozowanie problemu, co jest zadaniem trenera Papszuna.

„Jego przyjście to moment diagnozowania problemu. On próbuje zmieniać system, nastawienie, podejście zawodników do niektórych rzeczy, a także nasze cele”.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!