W niedzielę oczy całego piłkarskiego świata zwrócą się na MetLife Stadium w New Jersey, gdzie rozegra się historyczny, bo pierwszy finał Klubowych Mistrzostw Świata w nowym, rozszerzonym formacie. Naprzeciw siebie staną dwie potęgi: Paris Saint-Germain, które wygląda na maszynę nie do zatrzymania, oraz Chelsea, która w roli "underdoga" czuje się zaskakująco dobrze. Na szali leży nie tylko prestiżowy puchar, ale też gigantyczne pieniądze i szansa na zapisanie się w annałach futbolu.
W skrócie:
- W niedzielnym finale Klubowych Mistrzostw Świata Chelsea zmierzy się z Paris Saint-Germain, które jest absolutnym faworytem do zdobycia trofeum.
- PSG dąży do skompletowania historycznej potrójnej korony w tym sezonie, po zdobyciu już mistrzostwa Francji i Ligi Mistrzów UEFA.
- Obaj finaliści mają zapewnione ponad 100 milionów dolarów premii, a mecz odbędzie się w cieniu obaw o zdrowie zawodników z powodu upału.
Paryski walec kontra londyńska determinacja. Ktoś tu straci fortunę?
Paris Saint-Germain jedzie przez te rozgrywki jak dobrze naoliwiona maszyna do wygrywania. Po zmiażdżeniu Interu Mediolan 5:0 w finale Ligi Mistrzów, podopieczni Luisa Enrique kontynuowali swój marsz w Stanach Zjednoczonych. Cztery bramki zaaplikowane Atletico, kolejne cztery Interowi Miami Leo Messiego, a w ćwierćfinale odprawiony z kwitkiem Bayern Monachium. Prawdziwy pokaz siły dali jednak w półfinale, rozbijając Real Madryt Kyliana Mbappé 4:0, a wynik mógł być znacznie wyższy. Wygląda na to, że Paryżanie są o krok od niezwykłego wyczynu – zgarnięcia pełnej puli trofeów w maratońskim sezonie 2024/25.
"Taki był nasz cel od samego początku, ale osiągnięcie czegoś takiego jest zawsze niezwykle trudne. Bardzo niewiele drużyn jest w stanie dokonać tego, czego my próbujemy" – przyznał po półfinale Luis Enrique.
Mimo statusu murowanego faworyta, w zespole nie ma mowy o arogancji.
"W ogóle nie jesteśmy zbyt pewni siebie" – uciął spekulacje Desire Doue, jeden z liderów zespołu. "Byliśmy faworytami w większości meczów w tym sezonie, ale liczy się tylko to, co pokażemy na boisku".
Chelsea ma plan? "Nie mamy nic do stracenia"
A co na to Chelsea? Londyńczycy, choć skazywani na pożarcie, mają swoje powody do optymizmu. Zwycięstwo w Lidze Konferencji Europy i czwarte miejsce w Premier League to solidne fundamenty. Co więcej, ich droga do finału w USA była wyboista, ale imponująca. Po porażce z brazylijskim Flamengo w fazie grupowej, zdołali pokonać Benfikę, a następnie dwie kolejne potęgi z Kraju Kawy – Palmeiras i Fluminense. Potrafią grać pod presją i z rywalami, którzy lubią techniczną piłkę.
Jak obejrzeć mecz za darmo w Superbet TV?
- Rejestracja konta za darmo na www.Superbet.pl z kodem BETONLINE
- Znalezienie meczu z ikoną kamery „Streaming na żywo dostępny”
- Uruchomienie darmowej transmisji!
"Jeśli wszyscy myślą, że przegramy, to znaczy, że nie mamy nic do stracenia. Musimy wyjść, grać swoją piłkę, być pewnymi siebie i, miejmy nadzieję, zaskoczyć wszystkich" – odważnie zadeklarował obrońca Levi Colwill.
Wtóruje mu Reece James: "To finał, jeden mecz. Oni są jednym z najgorętszych zespołów na świecie, ale co z tego? Byłem już w finałach, gdzie byliśmy faworytami i nie wygrywaliśmy. Nie obchodzi mnie, że wszyscy pompują balonik rywalom. Przygotowujemy się i wychodzimy, żeby wygrać".
Turniej, choć okrzyknięty przez FIFA sukcesem, ma też swoją ciemną stronę. Głównym problemem są upały panujące w środku amerykańskiego lata. Enzo Fernandez z Chelsea nazwał grę w środku dnia "bardzo niebezpieczną". Finał rozpocznie się o 15:00 czasu lokalnego, co z pewnością będzie ogromnym wyzwaniem dla kondycji zawodników. Niezależnie od wyniku, kluby i tak wrócą do domu z wypchanymi portfelami. Obaj finaliści mają zagwarantowane ponad 100 milionów dolarów nagrody. Dla Chelsea, niedawno ukaranej przez UEFA za naruszenie zasad finansowych, taki zastrzyk gotówki będzie szczególnie cenny.
