Charles Leclerc skakał między rywalami jak między tyczkami slalomowymi, podczas gdy inni ledwo ruszyli z miejsca. Pierwszy wyścig sezonu w Australii obnażył brutalną prawdę o nowych bolidach na rok 2026. Wielu kierowców dotarło na pola startowe z całkowicie rozładowanymi bateriami, co zamieniło start w walkę o przetrwanie.
Problem dotknął niemal całą stawkę, w tym Maxa Verstappena, Isacka Hadjara oraz debiutującego Kimiego Antonellego. Brak energii elektrycznej w systemie ERS sprawił, że kierowcy nie mogli wykonać kluczowych manewrów przed startem. Antonelli nie był w stanie rozgrzać opon, co skończyło się buksowaniem kół i stratą pozycji. Andrew Shovlin z Mercedesa przyznał wprost, że zespół nie poradził sobie z zarządzaniem energią podczas okrążenia formującego, co zmusiło ich do przejścia w tryb ratunkowy już na pierwszym kółku.
Pułapka w Melbourne i przewaga Ferrari
Ferrari również miało niskie stany energii, ale specyficzna konstrukcja ich jednostki napędowej uratowała sytuację. Mniejsza turbosprężarka i krótsze przełożenia sprawiły, że brak wsparcia z MGU-K był mniej bolesny niż u konkurencji. Przepisy zabraniają używania energii elektrycznej do momentu osiągnięcia 50 km/h, co dla bolidów z dużym turbo oznaczało wieczność w oczekiwaniu na odpowiednie obroty silnika. Niektórzy kierowcy Mercedesa próbowali ratować się podbijaniem obrotów jeszcze przed sygnałem startu, byle tylko rozkręcić turbinę.
Przyczyną masowej awarii systemów był agresywny styl jazdy na okrążeniu formującym. Kierowcy gwałtownie przyspieszali i hamowali, by dogrzać opony, co przy ograniczeniach FIA w odzyskiwaniu energii doprowadziło do drenażu ogniw. Dodatkowo przesunięcie balansu hamulców na przednią oś ograniczyło pracę generatora MGU-K. W efekcie na starcie doszło do niebezpiecznych sytuacji: Franco Colapinto o centymetry minął niemal stojącego Liama Lawsona, a cała stawka musiała ratować się przed kolizjami z wolniejszymi autami.
