Ostatnie godziny letniego okna transferowego przyniosły desperacką próbę wzmocnienia ataku przez Everton. Klub z Liverpoolu rzucił wszystkie siły, aby sprowadzić Valentina Castellanosa, oferując za Argentyńczyka ogromne pieniądze w samym finale deadline day. Według zagranicznych doniesień serwisu TEAMtalk, na stole pojawiła się propozycja opiewająca na 45 milionów funtów, z czego 40 milionów stanowiło kwotę podstawową.
Determinacja Evertonu wynikała z wcześniejszych niepowodzeń na rynku transferowym, gdy fiaskiem zakończyły się starania o Joshuę Zirkzee, Tammy'ego Abrahama czy Folarina Baloguna. Ten ostatni był już nawet w ośrodku treningowym klubu z Merseyside, ale ostatecznie odrzucił możliwość przenosin z AS Monaco. W tej sytuacji Castellanos stał się priorytetem dla Davida Moyesa, który po odejściu Beto do Fiorentiny dysponuje jedynie Thierno Barrym jako jedynym nominalnym napastnikiem w kadrze.
Choć West Ham United był skłonny zarobić na swoim zawodniku, ostatecznie postawił weto i zablokował przeprowadzkę 27-latka do Premier League. Władze Młotów uznały, że mają zbyt mało czasu na znalezienie odpowiedniego następcy, co przy obecnej sytuacji klubu po spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej byłoby zbyt ryzykowne. Castellanos, który trafił do Londynu z Lazio za 30 milionów funtów, pozostaje więc w zespole, mimo że jego przyszłość na London Stadium wciąż wydaje się niepewna.
Statystyki Argentyńczyka w barwach West Hamu pokazują, że jest on solidnym punktem ofensywy, notując siedem trafień w 22 występach w poprzednim cyklu. Początek sezonu 2026/27 w wykonaniu popularnego Taty'ego również wygląda obiecująco, ponieważ w sześciu meczach zdołał już trzykrotnie wpisać się na listę strzelców i dołożyć do tego jedną asystę. Everton, po nieudanej próbie zakontraktowania snajpera, będzie musiał teraz czekać aż do styczniowego okienka, aby ponownie spróbować załatać lukę w formacji ataku.
