Artur Wichniarek w mocnych słowach ocenił przyczyny klęski Łukasza Piszczka w GKS-u Tychy, sugerując, że były reprezentant Polski podjął zbyt duże ryzyko, przejmując zespół niezdolny do realizacji jego taktycznych wizji.
Byłī reprezentant Polski w rozmowie z Kanałem Sportowym zwrócił uwagę na konkretny aspekt gry, który zaobserwował w starciu z Wisłą Kraków. Szkoleniowiec, z którym wiązano nadzieje w kontekście przyszłej pracy z kadrą narodową, próbował wdrożyć w Tychach standardy znane z najwyższego światowego poziomu.
„To było zbyt duże ryzyko, żeby na pierwszą pracę brać zespół, który nie wygrał od kilku miesięcy. Rozmawiałem z Łukaszem po meczu z Wisłą Kraków, gdzie oni założyli ten morderczy wysoki pressing” – wyjaśnił Wichniarek.
Według niego próba zaszczepienia tak agresywnego stylu gry w drużynie walczącej o utrzymanie na zapleczu Ekstraklasy była skazana na porażkę. Ekspert otwarcie zakwestionował jakość sportową Tyszan, dodając:
„Tuchel i Klopp też tak robili, ale oni mieli do tego odpowiednich piłkarzy. Mam wątpliwości czy tacy piłkarze są w Tychach”.
Fatalne statystyki Łukasza Piszczka podają w wątpliwość jego szanse na osiągnięcie trenerskiego sukcesu. Po zaledwie ośmiu meczach, w których średnia punktowa wyniosła dramatyczne 0,25 punktu na spotkanie, szkoleniowiec zdecydował się na rezygnację. W mediach trwa obecnie ożywiona debata nad tym, czy ten trenerski falstart definitywnie przekreśla jego szanse na wielką karierę przy linii bocznej.
Wichniarek, broniąc częściowo Piszczka, podkreślił, że GKS Tychy był w tamtym momencie miejscem, w którym niemal niemożliwe było osiągnięcie jakiegokolwiek sukcesu. Podjęcie pracy w klubie pogrążonym w kryzysie i próba implementacji nowoczesnych rozwiązań taktycznych bez odpowiedniego zaplecza kadrowego okazały się mieszanką wybuchową, która doprowadziła do szybkiego rozstania.
Pytanie o to, jakie są realne szanse, by Piszczek wrócił na ławkę trenerską w najbliższym czasie, pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi.
Wydaje się, że sam zainteresowany będzie chciał teraz skupić się na nieco mniej medialnych projektach, a za jakiś czas być może powrócić na ławkę trenerską. Wydaje się, że chętnych, by go zatrudnić brakować nie powinno.
