Ayao Komatsu wyrasta na głównego przeciwnika zmian w przepisach finansowych Formuły 1. Szef zespołu Haas ostrzega, że próby naprawienia błędów w regulacjach na sezon 2027 mogą doprowadzić do niekontrolowanego wzrostu wydatków. Jak donoszą media, stawką jest stabilność finansowa mniejszych ekip, które nie chcą dopuścić do kolejnego podniesienia limitu budżetowego.
Problem leży w nowych jednostkach napędowych, które wymuszają na kierowcach nienaturalny styl jazdy. Obecnie systemy wymagają wielokrotnego ładowania baterii podczas jednego okrążenia, co drastycznie obniża prędkość na prostych i stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa. FIA rozważa zmianę proporcji mocy na 60-40 między silnikiem spalinowym a elektrycznym. To jednak wiąże się z koniecznością przeprojektowania zbiorników paliwa oraz całego podwozia, co generuje ogromne koszty dla wszystkich uczestników mistrzostw.
Miliony euro na szali i spór o limit budżetowy
Komatsu podkreśla, że każda zmiana może kosztować zespół od 5 do 10 mln euro. Japończyk uważa, że obecne regulacje są już absurdalnie drogie, a dalsze luzowanie restrykcji finansowych mija się z celem. Jego zdaniem Formuła 1 powinna dążyć do uproszczenia konstrukcji i redukcji kosztów w każdym obszarze. Szef Haasa zaznacza, że jeśli limit będzie stale podnoszony o kolejne miliony, to przestanie on pełnić swoją podstawową funkcję ochronną dla mniejszych stajni.
W kuluarach trwają dyskusje nad jednorazowym zwiększeniem limitu, aby zespoły mogły sfinansować zmiany w podwoziu bez ograniczania rozwoju sportowego. Komatsu pozostaje jednak nieugięty. Twierdzi, że modyfikacje są możliwe tylko wtedy, gdy nie naruszą fundamentów homologacji silników i nie wymuszą drastycznej zmiany rozmiaru baterii. Haas chce uniknąć sytuacji, w której ekipy najlepiej przygotowane do nowych realiów zostaną ukarane przez nagłą zmianę przepisów technicznych w trakcie trwania projektów.
